Głowa wzleciała dosyć wysoko w powietrze, może dlatego trochę mniej boli, co widzi? W sumie ciagle to samo, dużo zielono-brązowych pasów, takich jak przy rozprowadzaniu farby pędzlem. Czy to coś znaczy? Chyba nie, tylko tyle, że ciagle jest we wszystkim i ponad wszystkim. Analizuje, rozmyśla, przemyśla, z jednej strony uspokaja to ją, ale z drugiej powiększa niektóre rzeczy, takie, które dla jej własnego bezpieczeństwa powinny zostać małe, malutkie. Co jest w głowie? Hmm, serce, ale nie takie ociekające krwią i wiecznie pompujące różne płyny, tylko czujące, bijące słowami. Co się z nim teraz dzieje? Serce dorosło, serce już wszystko wie, serce niedługo coś powie. Jak narazie zielono-brązowe paski układają się w las, głowa dryfuje przed nim, nad drogą, polną, zwykłą, szarą, zachód słońca, zapach roślin. Serce już wszystko wie, serce już niedługo coś powie.
"Powiedz mi, o co ci w ogóle chodzi, powiedz mi, po co ci te kombinacje, nie musimy sie katować nienormalną sytuacją, nauczymy sie kochać, przestaniemy sia bać, życie stanie się muzyką, stanie się to co ma się stać."
środa, czerwca 28, 2006
piątek, czerwca 23, 2006
Siedzę sobie i myślę, a muzom, nie jest źle, ale sądzą, że to melancholia. Nie prawda, jestem gdzieś ponad tym wszystkim. Czekam na osobę, która podejdzie i usiądzie koło mnie, powie kilka ciepłych słów, tylko na tym mi teraz zależy. Głowa trochę lekka, słyszy ziemie i niebo, ręce gibkie czekają, tak jak ja cały, nie wiem na co. Mógłbym napisać jak lubię ten stan, ale nic go nie odda. Słyszę jak szczeka jaki pies, lubię was wszystkich. Ponad niebem, ponad wodą i falami, jestem, siedzę i czekam.
środa, czerwca 21, 2006
Nie wiem co mogę napisać, powiedzieć, pomyśleć , zrobić, wydedukować ble, ble, ble. Wszystko wydaje mi się być jednym wielkim bełkotem, może to jest jakiś kompleks(budynków najpewniej), ale sądzę, że każdy dres-śmieć, metal-brudas, zwykły człowiek- szarak, punk, skin, rastaman, czy inny dziwoląg robi rzeczy o wiele wartościowsze, pożyteczniejsze ode mnie. Budze się i kombinuje w jaki sposób przebimbać kolejny dzień, pada-narzekam, jest ciepło-narzekam, ktoś jest w domu- narzekam, jestem sam- narzekam. Jestem upierdliwy, a najgorsze jest to, że jak sam widzę lubie się nad sobą użalać i to bez ograniczeń, zamiast coś zrobić. Było dobrze, jest średnio-źle. Chciałbym porozmawiać, ale w tym celu musiałbym udać się w Bieszczady, albo jeden Bóg wie gdzie teraz. Ble ble blu blu bli bli bla bla.
sobota, czerwca 17, 2006
Duszno i gorąco. Liście cicho szepczą, o niepokojach na wschodzie. Nie wiem czy się pakować, czy nie. Grozi nam coś? Jak narazie większość nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, bawią się, pracują, cieszą i smucą, tak jak zawsze. Ale ja nie mogę. Zdaje sobie sprawę z ulotności tego spokoju, już jutro mieszkańcy mogą stanąć oko w oko, ze złem, bólem, cierpieniem. Czy mam się Go poradzić? Podobno dużo wie, przebywa tam gdzie wiele spraw się rozwiazuje albo komplikuje. A może to on jest powodem wszystkiego? Zostawić wszystko i ruszyć w długą podróż, tak, o tym przecież od zawsze marzyłem, ale nie jestem chyba gotowy na realizację tego marzenia. Nie wierze, że nikt inny nie czuje tego niespokojnego wiatru. Lasy, pola, góry, łaki i doliny, tak trudno uzmysłowić sobie, że nasz świat nie ogranicza się, tylko do znanych terenów. Wyruszę, ale tylko dla siebie, może nie mam racji i nic nikomu nie grozi. Wędrówka, wędrówka, wędrówka, śpisz, wstajesz, idziesz, jesz, pijesz, śpisz, znowu idziesz. Mała esencja naszego życia, robimy określone rzeczy, o określonych porach, nic nowego, a jeżeli mamy zrobić coś nie przewidzianego, co wymagałoby od nas inwencji, czy odrobiny odwagi, porzucamy to, boimy się. Boimy się zmian choć czasami, mogą to być zmiany na lepsze. Miałem rację, na wschodzie niepokojące zmiany, zachód jeszcze się opiera, ale nie wytrzyma długo, zostało nas niewielui w tym wszystkim ja, słabszy od innych, potrzebujący pomocy. A gdzie jest Ona, moja nadzieja? Czy to ważne, że się dla niej spalam, oddaje to co najlepsze, ale ciągle oddycham. Od zawsze światło świeciło mi w oczy, czuje się trochę sparaliżowany, nic niegdy nie pójdzie po mojemu. W chłodnym świetle poranka będę czekał, na nią i na samego siebie, wiem i nie chcę wiedzieć jak to się skończy. Chociaż nie, nie wiem. Daj szansę mi i Jej na zrozumienie.
Taka mała imprezowa refleksja pod tytułem: agresja, agresja, agresja. Jak miło iść do kogoś na tak zwane przytupy i siedząc sobie spokojnie w jakimś pomieszczeniu, stać się obiektem ataków przerośniętych schabów, a bo to masz dziwne włosy, coś w uchu, czy po prostu siedzisz w miejscu bytowania wyżej wymienionego schaba. Jedyna pozytywna rzecz łącząca się z takimi atakami to radość jaką przynosi nam wysłuchiwanie idioty, który wchodzi do pokoju i pyta się czy są "dymy". Tak dalej chłopaki.
poniedziałek, czerwca 12, 2006
Opowieść bez specjalnej myśli. Trochę o mnie i o tobie:
Stoi on, nie za bardzo wie co ma teraz zrobić, pyta się mnie, czy mam może zapalniczkę albo zapałki. Niestety nie. Zastanawia sie nad tym, czy ma wyrzuty sumienia. Chyba nie. Dziwi go tylko, że zawsze jak chcemy zrobić coś dobrze, skutek jest odwrotny. Kolejna chwila. Myśl, że od dłuższego czasu ma w głowie tylko to. Ciąg przypadkowych ludzi, wszystkie twarze skierowane w dół, każdy uważnie studiuje chodnik. Klakson, krzyk. Lekko szare niebo, nad nim trzy gołębie wznoszą się w powietrze. To nie miłość. Przywiązanie, przyzwyczajenie. Kolejna chwila. Myśl, że jeżeli nam na czymś bardzo zależy, zazwyczaj nie staramy się o to. Strach, przeznaczenie. Ciekawe, co się z nim stanie. Ciekawe czy jest coś, co nas czeka, gdy już wszystko minie. Kolejna chwila. Myśl, że wszędzie ona, tutaj i tam w mieszkaniu. Czemu nie walczę, nie interesuje się, nie staram. Przecież to nie moja wina. Kolejna chwila. Myśl, że to to. Skok.
Stoi on, nie za bardzo wie co ma teraz zrobić, pyta się mnie, czy mam może zapalniczkę albo zapałki. Niestety nie. Zastanawia sie nad tym, czy ma wyrzuty sumienia. Chyba nie. Dziwi go tylko, że zawsze jak chcemy zrobić coś dobrze, skutek jest odwrotny. Kolejna chwila. Myśl, że od dłuższego czasu ma w głowie tylko to. Ciąg przypadkowych ludzi, wszystkie twarze skierowane w dół, każdy uważnie studiuje chodnik. Klakson, krzyk. Lekko szare niebo, nad nim trzy gołębie wznoszą się w powietrze. To nie miłość. Przywiązanie, przyzwyczajenie. Kolejna chwila. Myśl, że jeżeli nam na czymś bardzo zależy, zazwyczaj nie staramy się o to. Strach, przeznaczenie. Ciekawe, co się z nim stanie. Ciekawe czy jest coś, co nas czeka, gdy już wszystko minie. Kolejna chwila. Myśl, że wszędzie ona, tutaj i tam w mieszkaniu. Czemu nie walczę, nie interesuje się, nie staram. Przecież to nie moja wina. Kolejna chwila. Myśl, że to to. Skok.
sobota, czerwca 10, 2006
Z nocnych przemyśleń (0:31):
Strasznie boli mnie głowa, boli mnie głowa, mnie głowa boli, głowa boli mnie, boli głowa mnie. Anouk, Anouk, Anouk, Anouk, Anouk, to będzie imię mojej córki. Czuje, że jestem sam, w swoim świecie. Chciałbym żeby był pokój na świecie i żeby dzieci nie głodowały i żeby św. Mikołaj naprawdę istaniał i żeby chamstwa nie było i chciałbym czytać w cudzych myślach i żeby wszystko było takie same i żeby ludzie robili to co mówią i żeby w ogóle coś mówili, ale tylko niektórzy i żeby wszyscy byli szczęśliwi i zdrowi i żeby Zosia z drugiego piętra nareszcie kogoś sobie znalazła i żeby gazy ludzkie nie śmierdziały, a gówno wychodziło o jednej ustalonej porze, żeby mocz był o smaku świeżych cytryn, a tłuszcz na włosach bezdomnych bezcenny i żebym nie czuł się tak źle, trochę niezrozumiany i sam i żebym przestał się nad sobą użalać. Idź w pizdu.
Strasznie boli mnie głowa, boli mnie głowa, mnie głowa boli, głowa boli mnie, boli głowa mnie. Anouk, Anouk, Anouk, Anouk, Anouk, to będzie imię mojej córki. Czuje, że jestem sam, w swoim świecie. Chciałbym żeby był pokój na świecie i żeby dzieci nie głodowały i żeby św. Mikołaj naprawdę istaniał i żeby chamstwa nie było i chciałbym czytać w cudzych myślach i żeby wszystko było takie same i żeby ludzie robili to co mówią i żeby w ogóle coś mówili, ale tylko niektórzy i żeby wszyscy byli szczęśliwi i zdrowi i żeby Zosia z drugiego piętra nareszcie kogoś sobie znalazła i żeby gazy ludzkie nie śmierdziały, a gówno wychodziło o jednej ustalonej porze, żeby mocz był o smaku świeżych cytryn, a tłuszcz na włosach bezdomnych bezcenny i żebym nie czuł się tak źle, trochę niezrozumiany i sam i żebym przestał się nad sobą użalać. Idź w pizdu.
piątek, czerwca 09, 2006
Szkoda, że to co fajne tak szybko mija, szkoda, że niektórzy muszą gdzie pojechać daleko i na długo, szkoda, że nie zawsze możemy powiedzieć i okazać co właśnie czujemy, czy myślimy, szkoda, że właśnie pada deszcz, szkoda, że czujemy się czasami samotni, szkoda, że szkoda.
Dobrze, że istnieje gdzieś tam w przestrzeni grupa pewnych ludzi, którzy może tego nie wiedzą ale pomagają samą swoją obecnością, dobrze, że pan P. ma czasami wolne dwa pokoje z kuchnią, łazienką i balkonem, dobrze, że mogliśmy się tam ostatnio spotkać, dobrze, że mam do kogo zadzwonić i powiedzieć po prostu "Cześć", dobrze, że obok stoi gitara, dobrze, że potrafię czytać, a co za tym idzie, dobrze, że Coelho pisze książki i ze mam do nich dostęp, dobrze, że mam możliwość uczenia się patrzeć, dotykać i słuchać. Dobrze, że to czytasz.
Znaczna przewaga rzeczy dobrych, to dobrze.
Dobrze, że istnieje gdzieś tam w przestrzeni grupa pewnych ludzi, którzy może tego nie wiedzą ale pomagają samą swoją obecnością, dobrze, że pan P. ma czasami wolne dwa pokoje z kuchnią, łazienką i balkonem, dobrze, że mogliśmy się tam ostatnio spotkać, dobrze, że mam do kogo zadzwonić i powiedzieć po prostu "Cześć", dobrze, że obok stoi gitara, dobrze, że potrafię czytać, a co za tym idzie, dobrze, że Coelho pisze książki i ze mam do nich dostęp, dobrze, że mam możliwość uczenia się patrzeć, dotykać i słuchać. Dobrze, że to czytasz.
Znaczna przewaga rzeczy dobrych, to dobrze.
czwartek, czerwca 08, 2006
Niesamowicie ciekawe jest podglądanie ludzi, ale nie takie bezczelne oglądnie ciała pani Jadzi z sąsiedniego bloku, przy pomocy lornetki, ale patrzenia na twarze pasażerów autobusu, tramwaju, albo zwykłych przechodniów. Ludzkie twarze są jak otwarta książka, zapiski z całego życia, malują się na nich radości, smutki i chyba niestety to drugie uczucie dominuje. Często zapominamy, że ludzie mijajcy nas na ulicy też czują, cierpią, radują, mają własne, często ciężkie życie. Warto czasami zajrzeć im w oczy.
wtorek, czerwca 06, 2006
Dziwne, że zadowlenie i może nawet szczęście wypływa z całego przepracowanego dnia, z bolących nóg i pleców. Wydawało mi się, że wszystko, cały dzień, ma sens, to co robię mądre i przynoszące mi zadowolenie. Ale już chyba wiem o co chodzi. Po kilkunastu dniach spędzonych bezczynnie na obrzydliwym nudzeniu się, nareszcie robie coś wartościowego, mam zajęty cały dzień, a że mam z tego jakieś korzyści jest jeszcze fajniejsze. Powoli czuje, że coś się zmienia, może sam ja, ale chyba tego nie kontroluje, inaczej patrzę na świat, wiem, że mogę wiele i to jest piękne. Szkoda tylko, że nikt inny tego nie dostrzega, albo nic o tym nie mówi.
poniedziałek, czerwca 05, 2006
Jak można dojść do tego kim się jest, co się robi w życiu, co sie będzie robiło, z kim, gdzie, kiedy, jacy jesteśmy, jacy będziemy?. Dlaczego jest tak, że wszędzie są tylko pytania, a nie ma na nie żadnych odpowiedzi? Czy liczą się tylko chwile? Moja jest taka- nad głową otwarte okno, lekki szum wydawane przez pracowite auta, gdzieś tam, w otwartym oknie księżyc pocichu podświetlający jakąś niewiadomo skąd przybyłą chmurę i tak jest zawsze, za minutę chmury nie będzie, księżyc zajdzie. Zostaną wspomnienia? Co z tego, czas i je potrafi zatrzeć.
Nie wiem czy to mnogość pomysłów, czy ich brak, ale nie wiem nic... Co pisać? O czym mówić? Dosyć dużo rzeczy miało i ma miejsce w tym momencie. Jak narazie jestem tylko ja i parę osób kręcących się ciągle w mojej głowie. Czy mi zależy? Już chyba nie, chociaż za pięć minut powiem coś innego. Cała ta nowa sytuacja na początku chora, teraz zaczyna być całkiem przyjemno, no bo czy ktoś sobie wyobrażał dni, w których nie będzie trzeba wstawać o 7, iść do szkoły, użerać się z psorami? Ja nie, ale powoli zauważam, że wokny czas może działać też na naszą korzyść. Ale jak narazie enjoy the silence....
Przeznaczenie? Praca? Nie. Bardziej odwieczna chęć pisania, opisywania, hobby, fasycnacja tym, co może zdziałać jedno słowo, zdanie. Jedni robią zdjęcia, uwiczniają wyjątkowe chwile takie jakimi są, sądzę, że opisywanie ma tą przewagę nad zdjęciami, że zawsze można opiswaną rzeczywistość ubarwić, całkowicie zmienić, albo puścić w niepamięć. Dlatego chcę pisać, chcę żeby cos po mnie zostało. W tej chwili przytłacza mnie myśl, że takich ludzi jak ja na świecie są miliardy, a więc jakim prawem uważam sie za wyjatkowego? Będę pisał o wszystkim i o niczym, o mnie i o tobie, o tym co mnie boli i śmieszy, ale nie będzie to pamiętnik, raczej mały przyjaciel, który ciągle słucha potakując przyjaźnie głową, nic nie odpowiadając.
Przeznaczenie? Praca? Nie. Bardziej odwieczna chęć pisania, opisywania, hobby, fasycnacja tym, co może zdziałać jedno słowo, zdanie. Jedni robią zdjęcia, uwiczniają wyjątkowe chwile takie jakimi są, sądzę, że opisywanie ma tą przewagę nad zdjęciami, że zawsze można opiswaną rzeczywistość ubarwić, całkowicie zmienić, albo puścić w niepamięć. Dlatego chcę pisać, chcę żeby cos po mnie zostało. W tej chwili przytłacza mnie myśl, że takich ludzi jak ja na świecie są miliardy, a więc jakim prawem uważam sie za wyjatkowego? Będę pisał o wszystkim i o niczym, o mnie i o tobie, o tym co mnie boli i śmieszy, ale nie będzie to pamiętnik, raczej mały przyjaciel, który ciągle słucha potakując przyjaźnie głową, nic nie odpowiadając.
Subskrybuj:
Posty (Atom)