sobota, czerwca 17, 2006

Duszno i gorąco. Liście cicho szepczą, o niepokojach na wschodzie. Nie wiem czy się pakować, czy nie. Grozi nam coś? Jak narazie większość nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, bawią się, pracują, cieszą i smucą, tak jak zawsze. Ale ja nie mogę. Zdaje sobie sprawę z ulotności tego spokoju, już jutro mieszkańcy mogą stanąć oko w oko, ze złem, bólem, cierpieniem. Czy mam się Go poradzić? Podobno dużo wie, przebywa tam gdzie wiele spraw się rozwiazuje albo komplikuje. A może to on jest powodem wszystkiego? Zostawić wszystko i ruszyć w długą podróż, tak, o tym przecież od zawsze marzyłem, ale nie jestem chyba gotowy na realizację tego marzenia. Nie wierze, że nikt inny nie czuje tego niespokojnego wiatru. Lasy, pola, góry, łaki i doliny, tak trudno uzmysłowić sobie, że nasz świat nie ogranicza się, tylko do znanych terenów. Wyruszę, ale tylko dla siebie, może nie mam racji i nic nikomu nie grozi. Wędrówka, wędrówka, wędrówka, śpisz, wstajesz, idziesz, jesz, pijesz, śpisz, znowu idziesz. Mała esencja naszego życia, robimy określone rzeczy, o określonych porach, nic nowego, a jeżeli mamy zrobić coś nie przewidzianego, co wymagałoby od nas inwencji, czy odrobiny odwagi, porzucamy to, boimy się. Boimy się zmian choć czasami, mogą to być zmiany na lepsze. Miałem rację, na wschodzie niepokojące zmiany, zachód jeszcze się opiera, ale nie wytrzyma długo, zostało nas niewielui w tym wszystkim ja, słabszy od innych, potrzebujący pomocy. A gdzie jest Ona, moja nadzieja? Czy to ważne, że się dla niej spalam, oddaje to co najlepsze, ale ciągle oddycham. Od zawsze światło świeciło mi w oczy, czuje się trochę sparaliżowany, nic niegdy nie pójdzie po mojemu. W chłodnym świetle poranka będę czekał, na nią i na samego siebie, wiem i nie chcę wiedzieć jak to się skończy. Chociaż nie, nie wiem. Daj szansę mi i Jej na zrozumienie.

Brak komentarzy: