wtorek, czerwca 06, 2006
Dziwne, że zadowlenie i może nawet szczęście wypływa z całego przepracowanego dnia, z bolących nóg i pleców. Wydawało mi się, że wszystko, cały dzień, ma sens, to co robię mądre i przynoszące mi zadowolenie. Ale już chyba wiem o co chodzi. Po kilkunastu dniach spędzonych bezczynnie na obrzydliwym nudzeniu się, nareszcie robie coś wartościowego, mam zajęty cały dzień, a że mam z tego jakieś korzyści jest jeszcze fajniejsze. Powoli czuje, że coś się zmienia, może sam ja, ale chyba tego nie kontroluje, inaczej patrzę na świat, wiem, że mogę wiele i to jest piękne. Szkoda tylko, że nikt inny tego nie dostrzega, albo nic o tym nie mówi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz