poniedziałek, lipca 31, 2006
Przy okazji odwożenia brata mego rodzonego na lotnisko im. Władysława Stanisława i odwożenia przyjaciół, którzy dopiero co ze stolicy Zjednoczonego Królestwa powrócili, poczułem niechęć do mego miasta, ale i państwa, w którym urodzić się, żyć i nie dostać na studia mi przyszło. Po usłyszeniu 999 ton opowieści jak to w Londynie, czy całej Anglii jest ładnie, drogi nie mają uszczerbków, budynki zadbane, ale też i trawniki i ogrody , spojrzałem na ulice, bliskie nam, al. włókniarzy, zachodnią, iksińską, brzydzińską. Niechęć ma to nic innego jak nienawiść, dzika i nieposkromiona, nienawiść do ludzi z tatuażami i bez przednich zębów, którzy chodzą po łódzkim lotnisku otwarcie szukając zaczepki, kupują tylko najtańsze papierosy i dumnie wychodzą przklinając "pieprzonych angoli". Jezu, ludzie!! Po co to!! Nienawiść do budynków szarych, odprapanych, w których okno styka się prawie z oknem następnym. Nienawiść do jakiegoś Leszka, czy też Staśka, który stał na stacji benzynowej, śmierdząc tanią gorzałą i jeszcze tańszymi papierosami kupowanymi na sztuki, chociaż ten człowiek w niczym mi nie zawadził. Nienawiść do psa bezczelnie srającego na mój trawnik i jego pana, który, równie bezczelnie patrzy prosto w okno mojego domu. Nienawiść do kleru nie płącącego podatki, żyjącego, a razej pasożytującego na nas, pożądnych obywatelach, kleru dupczącego młode nastolatki lub modych nasstolatków, zależy kto co lubi. Nie chce wspominać o politykach, bo to bagno i sześć metrów mułu. Tak rozmyślając, przypominając sobie widok płaczącego miasta, spalonego tropikalnym słońcem postanowiłem, że z państwa tego wyjadę, udam się na zachód z głową i sercem pełnym nadzieji na lepsze życie i umrę jako szczęśliwy kloszard na czystym zachodnim dworcu. Wiem, że nieprzepełnione morze pretensji będą mieli do mnie patrioci fanatycy i starcy walczący za nasz kraj, wkońcu zbliża się rocznica Powstania, przelania krwi za nasz kraj, który odwdzięczajac się za to, kopie nas wszystkich z kajora w dupę, ale wracając do głównej myśli uj im w odbytnicę, pieprzonym fanatykom<> , nie biednym walczącym za nas starcom, którzy najczęściej nie mają za co żyć. Ja tu już dłużej psze Państwa nie wytrzymam, skończy się to wszystko tak, że jako desperat z pomieszanymi klepkami, zajebe kogoś na ulicy, starając się ugodzić, jakiegoś ważnego członka otaczającego nas systemu, ale zabije ducha winnego Tomka, Tadzia lub niepełnoletnią Jadzię. Ma cierpliwość do tego miejsca, kończy się wprost proporcjonalnie do gówna wychodzącego z zadka psa numer dwa, który usilnie stara się osrać moją bramę, dzwigając swą psią dupę nad swój psi łeb. Pies mu mordę lizał.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz