środa, sierpnia 02, 2006

Chciałbym usiąść na ziemii, ale na niezwykłej, najlepiej na pagórku, albo nie, na wzniesieniu, bliżej nieba, Boga. Usiadłbym pod rozgwieżdżonym niebem, ja, ja sam i zaczałbym Ci Boże szeptać na ucho, że już praktycznie nie mam pleców, a tam gdzie jeszcze niedawno były, roi się od noży, oszczepów, tasaków i nawet jednej siekiery. Szepnę Ci jeszcze Boże, to iż wiem, że raz na jakiś czas rodzi się ofiara losu, istota nieprzystosowana do świata, wiem, wiem, to ja i Boże, jak Boga kocham dobrze mi z tym. Dobrze mi z tym, bo znalazłem odpowiedni krzak, tak jak kazałeś, jego gałęzie tworzą małą jaskinię, tam będę spędzał noce. Każdego ranka będę wychodzi ze swojej zielonej jaskini i będę biegał, dlatego nie szukaj mnie. Trochę krwi leci mi z nosa, ale przynajmniej mogę patrzeć wszystkim w oczy. Wiesz Boże wydaje mi się, że najgorsze będzie takie rozliczenie się z przeszłością, przemyślenie tego wszystkiego co było i postanowienie, co dalej. Dzięki Boże za pagórek, a nie, przepraszam wzniesienie, i za wysłuchanie.

Brak komentarzy: