środa, listopada 22, 2006
Zaprzeczył...! No tak, co miał zrobić innego? W małym korytarzu ponad dwadzieścia osób patrzyło mu się w oczy, w tym ja, z prośbą, a zarazem groźbą w oczach. To prawda? Czy tak było? Odpowiedz!? Pytania padały, z każdym moim oddechem i mrugnięciem powiek. Zaprzeczył! A tak byłem pewien innej odpowiedzi. Powoli zaczęli wytykać mnie palcami, śmiali się, ale nie to mnie martwiło. Początek zawsze jest ten sam. Tak delikatny, że często go nie zauważałem. Poprawa nastroju, wyostrzenie widzenia. Dopiero potem zdarza się to, co na początku było dla mnie oznaką obłędu. Na miejscu ich głów, pojawiają się małe orbity, zazębiające się nawzajem. Krążą po nich planetki, wszystko dzieje się w rosnącej ciszy. Zaprzeczył! Zaprzeczył , że widzi to samo. Kim teraz jestem? Pośmiewiskiem, pośmiewiskiem- czy ten chichot, to ja? Czy ten dzień to ty? Zaprzeczył ,że tak jak mi, brakuje mu podstawowej rzeczy. Brakuje mu akceptacji takim jaki jest, miłości. Tak jak mi, brakuje ciebie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz