sobota, grudnia 23, 2006
Nie rozpoznaje siebie, dzwieki rozchodza sie po miesniach. Jesli klopoty nas szukaja, mozesz je powochac. Zostawiles mnie, teraz rzucam to wszystko. Wpatruje sie w niebo, ktore poluje na upatrzone biale owce, zjada je. Niebo idzie polowac, jest mysliwym. Mowiesz, ze to smieszne, nie dla mnie. Bardzo za toba tesknie, ale jeszcze cie nie poznalem, jestes taka piekna, ale jeszcze cie nie widzialem. Moje sluchawki nie raz uratowaly mi zycie, ciagnac mnie do gory z bagna trujacych dzwiekow. Purpurowa mgla szczescia otaczaja moja wyspe. Wszystkie te wydarzenia maja sens, ale tylko z toba. Mieszkamy na wzgorzy, blisko szczytu, czasami kiedy jeszcze spisz, spaceruje, czuje sie wtedy doceniony. Dzisiaj spraww, zebym byl nie do zatrzymania. W pamieci tanczymy i rozmawiamy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Wpadam tu czasem, ale komentowalam raz notke o zasypaniu sie na zime w kopcu lisci ;) widac zima wystraszyla sie naszych grozb ;)
Dzis specjalny dzien (jeden w roku ;) chcialabym zyczyc Tobie odrobiny ciepla dzieki ludzkiej zyczliwosci, odrobiny swiatla w mroku dzieki szczeremu usmiechowi, nadziei na lepsze jutro w chwilach niepokoju, snij o aniolach i ujrzyj jednego z nich w swietle dnia...
pearl
Prześlij komentarz