środa, grudnia 27, 2006
Ciekawe ilu ludzi teraz chodzi po lesie. Ciekawe ilu ludzi jest teraz szczęśliwych. Ciekawe ile ludzi jest teraz na imprezach, ile wymiotuje, ile leży i śpi. Ciekawe ile ludzi teraz czyta. Ciekawe ile ludzi teraz płacze, a ile krzyczy i przeklina. Ciekawe ile ludzi gra teraz na jakimś instrumencie, a ile śpiewa. Ciekawe ile ludzi wspomina teraz kogoś, sobie bliskiego. Ciekawe ile ludzi się teraz kocha, a ile onanizuje. Ciekawe ile ludzi spotyka się teraz ze swoimi znajomymi, a ile siedzi samemu. Ciekawe ile ludzi teraz śpiewa. Ciekawe ilu ludziom spełniły się najskrytsze marzenia, a ile ma na to nadzieję, chociaż nigdy to nie nastąpi. Dlaczego? Nadzieja matką głupich.
sobota, grudnia 23, 2006
Nie rozpoznaje siebie, dzwieki rozchodza sie po miesniach. Jesli klopoty nas szukaja, mozesz je powochac. Zostawiles mnie, teraz rzucam to wszystko. Wpatruje sie w niebo, ktore poluje na upatrzone biale owce, zjada je. Niebo idzie polowac, jest mysliwym. Mowiesz, ze to smieszne, nie dla mnie. Bardzo za toba tesknie, ale jeszcze cie nie poznalem, jestes taka piekna, ale jeszcze cie nie widzialem. Moje sluchawki nie raz uratowaly mi zycie, ciagnac mnie do gory z bagna trujacych dzwiekow. Purpurowa mgla szczescia otaczaja moja wyspe. Wszystkie te wydarzenia maja sens, ale tylko z toba. Mieszkamy na wzgorzy, blisko szczytu, czasami kiedy jeszcze spisz, spaceruje, czuje sie wtedy doceniony. Dzisiaj spraww, zebym byl nie do zatrzymania. W pamieci tanczymy i rozmawiamy.
poniedziałek, grudnia 04, 2006
Jak to oddać? Musisz sobie wyobrazić miejsce, w którym było by ci naprawdę dobrze. Ja chciałbym zebrać wszystkich ludzi, których znam, z którymi czuje się szczęśliwy i przenieść ich do małej drewnianej chaty w górach. Jedynym problemem byłoby jak spędzić wieczór, pić, tańczyć, czy iść spać o 18. Rozmowy do późna, przy rozpalonym kominku. Do tego miejsca chciałbym dojechać sam, chciałbym mieć dzień, tylko dla siebie. Mógłbym przemyśleć wszystko, cieszyć się albo smucić. Potem przejść kawałek asfaltową bieszczadzką drogą i wejść do świata, który pomógłby mi o wszystkim zapomnieć, zatracić się w szczęściu. I okno, za którym wielkimi płatkami niebo ukrywałoby, przed naszymi oczami, ziemię. Ale to się nie zdarzy, jeszcze nie. Póki co, niepewność i marzenia. Przydałaby się jeszcze możliwość, decydowania o swoim życiu. Własna strefa intymności, której nikt nie może przekroczyć, ani naruszyć.
sobota, grudnia 02, 2006
Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu, po wstaniu rano stwierdzam, że cały dzień będzie zasnuty mgłą. Mgłą będzie zasnuta cała moja głowa, i serce chyba też. Śnieżno-biała mgła, mgła melancholii sprzyjająca. Coś o zmienianiu siebie, swojego życia, bo ostatnimi czasy coraz większej ochoty nabieram do zmian, chciałbym stąd uciec, chciałbym zmienić świat, a przede wszystkim chcę zmienić siebie:
Komputera szmer i ekranu blask
Tu realny świat nie ma żadnych szans
Czy to dziki sex czy to w piłkę gra
Tutaj przecież ma dużo lepszy smak niż tam
W internecie flirt hasło Biały miś
Bez wysiłku tak możesz być kim chcesz
Biały proszek znów dziś pomoże żyć
Nie ma jutra i nie będzie jutro też
Lecz czasem dziwny głos przed siebie każe biec
I na powietrze wyjść gdy pada deszcz
Przed siebie ciągle biec
Do ostatniego tchu
Nie wracaj nigdy tu
Wciąż gadżetów stos zmienia życie swe
Powiedz teraz co chciałbyś zrobić z nim
Gdy zamienisz już rzeczywistość w sen
Nie odnajdziesz się
Nie odnajdzie ciebie nikt
Lecz czasem jakiś głos przed siebie każe biec
I na powietrze wyjść gdy pada deszcz
Przed siebie ciągle biec
Aż do utraty tchu
Nie wracaj nigdy tu
___________________________________________________________________
Wake.. from your sleep
The drying of your tears
Today we escape, we escape
Pack.. and get dressed
Before your father hears us
Before all hell breaks loose
Breathe, keep breathing
Don't lose your nerve
Breathe, keep breathing
I can't do this alone
Sing.. us a song
A song to keep us warm
There's such a chill, such a chill
You can laugh
A spineless laugh
We hope your rules and wisdom choke you
Now we are one in everlasting peace
We hope that you choke, that you choke
We hope that you choke, that you choke
We hope that you choke, that you choke
Mam nadzieję, że kiedyś ktoś po mnie przyjdzie. Obudzi mnie i zabierze. Żeby wszytko nabrało kolorów.
Komputera szmer i ekranu blask
Tu realny świat nie ma żadnych szans
Czy to dziki sex czy to w piłkę gra
Tutaj przecież ma dużo lepszy smak niż tam
W internecie flirt hasło Biały miś
Bez wysiłku tak możesz być kim chcesz
Biały proszek znów dziś pomoże żyć
Nie ma jutra i nie będzie jutro też
Lecz czasem dziwny głos przed siebie każe biec
I na powietrze wyjść gdy pada deszcz
Przed siebie ciągle biec
Do ostatniego tchu
Nie wracaj nigdy tu
Wciąż gadżetów stos zmienia życie swe
Powiedz teraz co chciałbyś zrobić z nim
Gdy zamienisz już rzeczywistość w sen
Nie odnajdziesz się
Nie odnajdzie ciebie nikt
Lecz czasem jakiś głos przed siebie każe biec
I na powietrze wyjść gdy pada deszcz
Przed siebie ciągle biec
Aż do utraty tchu
Nie wracaj nigdy tu
___________________________________________________________________
Wake.. from your sleep
The drying of your tears
Today we escape, we escape
Pack.. and get dressed
Before your father hears us
Before all hell breaks loose
Breathe, keep breathing
Don't lose your nerve
Breathe, keep breathing
I can't do this alone
Sing.. us a song
A song to keep us warm
There's such a chill, such a chill
You can laugh
A spineless laugh
We hope your rules and wisdom choke you
Now we are one in everlasting peace
We hope that you choke, that you choke
We hope that you choke, that you choke
We hope that you choke, that you choke
Mam nadzieję, że kiedyś ktoś po mnie przyjdzie. Obudzi mnie i zabierze. Żeby wszytko nabrało kolorów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
