niedziela, listopada 04, 2007

Wiesz co Błażej? Łajka nie wróciła, umarła chyba po 6 godzinach lotu. Straszne. Można spokojnie powiedzieć, że została uśmiercona w imię nauki.
Najgorsze jest to, że my też uśmiercamy wiele cennych dla nas rzeczy, ale w imię czego? Czasami nawet bez zastanowienia się.
Czy jesteś, aż takim marzycielem, że chcesz złożyć świat w jedną część?
Już wiem co robię, po co, i co będę robił. Kocham, to mi nadaje wszelakie priorytety. Chociaż jeszcze czasami próbuje rozmawiać ze ścianami, próbuje z nimi złapać wspólną płaszczyznę.
To jest tak, jak w naszych domach, gdzie 2+2 zawsze będzie się równało 5.
Łajka nie wróciła.
Czy do tej pory, krąży po satelicie w szczątkach statku?
Wierzysz w los?
Łajka nie wróciła. Tak samo nie wróci, to co już było.

niedziela, kwietnia 01, 2007

Patrzyłem jak się zmieniasz. W muchę. Spojrzałem dalej, byłaś w ogniu. Patrzyłem na zmiany w tobie. To jest tak, jakbyś nigdy nie miała skrzydeł, czujesz się taka żywa. Patrzyłem jak się zmieniasz. Zabrałem cię do domu, wsadziłem cię pod szklankę, wyrwałem twoje skrzydła. Potem się śmiałem. Patrzyłem na zmiany, w tobie. To jest tak, jakbyś nigdy nie miała skrzydeł, czujesz się taka żywa. Patrzę na zmiany , w tobie. To jest tak, jakbyś nigdy nie miała skrzydeł. Spojrzałem na krzyż, potem spojrzałem dalej. Dałem ci pistolet. Zastrzel mnie. Patrzyłem na zmiany, w tobie. To jest tak, jakbyś nigdy nie miała skrzydeł, czujesz się taka żywa. Patrzyłem jak sie zmieniasz, teraz czujesz się taka żywa. Patrzyłem jak się zmieniasz. To jest tak, jakbyś nigdy nie miała skrzydeł, czujesz się taka żywa.

czwartek, marca 29, 2007

My jesteśmy kurwy dwie, ja mniejsza, ty większa. Nic dodać, nic ująć. Eh, przyszła wiosna, pora kiedy większość czasu siedzę bezsilnie na fotelu, ślina cieknie mi kącikiem ust, a język bezwiednie zwisa z ust. Roje sobie roję, że chciałbym stąd wyjechać, na trzy dni, na tydzień, a może i na dłużej. Potrzebuje wypoczynku, najlepiej wypoczynku pachnącego jurą krakowsko-częstochowską. młodym laskiem i niekończącymi się polami. Muszę wytrzeć brodę ze śliny. Skrzaty z mojego pokoju już dawno zrobiły świąteczne porządki, bo toż to święta nadchodzą wielkimi platfusowymi krokami, a za świętami krok, w krok, nadciągają kolejne dni naukowo-ludzio-męczące. Oj, tak, ludzie, ci mali i duzi, z wystającymi czołami i wielkimi nosami, ci śmierdzący i ci udający, wszyscy z mojego roku, wszyscy nie lubiani, wszyscy denerwujący.

środa, lutego 21, 2007

To jest tak, jakby cały świat wpadł mi do głowy. Mruczenie, bzyczenie, za dużo słów i myśli. Ale wiem, że ten moment chciałbym zatrzymać już na zawsze. Odzyskuje wiarę w siebie, mam o czym myśleć kiedy jeżdżę tramwajami i autobusami i kiedy idę spać i kiedy wstaję i jem obiad i... Szkoda tylko, że muszę Cię zostawiać i wracać do swojego dom, szkoda, że nie mogę wsadzić Cię do koperty i postawić u siebie w pokoju.

wtorek, lutego 06, 2007

Aj, chyba i mnie dopadły zimowe smutki. Nie pomaga siedzenie w oparach zielonej herbaty i rozmyślanie. Kolejny raz straciłem głowę i możliwość racjonalnego przyjrzenia się całej tej sytuacji. Nie męczy mnie porażka, ale brak pomysłu na działanie, maligna, bezsilność. Jedyne co widać to przebiegłe zzieleniałe zarazki, biegające po ulicach i wgryzające się w ludzkie ramiona, głowy i nadgarstki. Może lepiej jak i mnie by pogryzły? Mógłbym wtedy leżeć w łóżku i rozmyślać nad zatkanym nosem. Właśnie zeszły do mnie dwa pająki, bardzo przyjazne. Chcąc zasłonić mnie przed całym światem, otulają mnie w jedwabny śnieżno-biały kokon. Chciałbym móc przestać czuć czas, chciałbym mieć przejście na drugą stronę. Muszę pamiętać: "Gdy dotkniesz dna, odbijaj się".

niedziela, lutego 04, 2007

Niedzielne południe. Łódź. Łks. Widzew. Alkohole za grosze. Wojska Polskiego. "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił".

wtorek, stycznia 09, 2007

Narkomani mający godność, nie, wróć. Narkomani kulturalni, powinni brać narkotyki przy herbacie. Po co?- pytasz. Po to, żeby mogli je popić. Żeby nie usiadły im na żołądku. Ale to tylko pobożne życzenie. W końcu miałbym zajęcie, byłbym "głównym parzącym herbatę", podawałbym gorący napój, obserwował cały proces wystrzeliwania się w inną rzeczywistość, a tym, którzy nie mieliby ochoty wracać i leżeliby w wymiocinach i ekskrementach, zabierałbym wszystkie kosztowności. Obserwowałbym wędrówki dusz, duszyczek i duchów, ich mieszanie się i samo zaspakajanie. Onanizacja?- pytasz. Nie, dusze nie potrafią się onanizować. Zaspakajają się przez wdychanie świeżego powietrza, mają dość ludzkich gazów. Ja też zresztą, mam dość patrzenia na twarze starców, którzy przychodzą do mnie, tylko po to, żeby oddać gazy. Ich twarze wykrzywiają się wtedy w niesamowitym grymasie, ból łączy się z niemocą. Nie lubię momentu, w którym zachodzi słońce , chociaż kocham samą noc, kocham to, że mogę siedzieć w moim kącie sam, niezauważony, mogę robić to co potępia kościół, a zarazem mogę być sobą.

poniedziałek, stycznia 08, 2007

Usłyszałem ją w radiu, niesamowite uczucie. Poczułem zapach gór, lata i przyjaźń. A smutek i samotność..... Chce być w górach. Z Wami.

Mamo piszę do Ciebie wiersz,
Może ostatni, na pewno pierwszy.
Jest głęboka, ciemna noc,
Siedzę w łóżku a obok śpi ona

I tak spokojnie oddycha.
Dobiega mnie jakaś muzyka,
Nie to tylko w mej głowie szum.
Siedzę i tonę i tonę we łzach,
Bo jest mi smutno, bo jestem sam.
Dławi mnie strach.

Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
Nie ma Boga nie.

Spokojny jest tylko mój dom,
Gdzie Ty jesteś a mnie tam już nie ma.
Gdzie nie wrócę chyba nigdy,
Mamo bardzo Cię kocham, kocham Cię!

Myślałem, że Ty skrzywdziłaś mnie,
A to ja, to ja skrzywdziłem Ciebie.
Szkoda, że tak późno pojąłem to.
Tak późno to, to zrozumiałem.
Zrozumiałem to.

Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
O nie, nie...
Nie ma Boga, nie ma nie!, nie, nie..
Nie, nie...
Nie ma Boga, nie..
Nie mogę się doczekać, kiedy przyjdziesz następnym razem
Bo tracenie czasu z tobą jest takie fajne
Nic innego nie zajmuje moich myśli
Bo leżenie tutaj z tobą dziewczyno jest takie niesamowite
TCIOF-Can't cook

czwartek, stycznia 04, 2007

Droga Ewo,
Purykołeć, Kurdypiełek zafądziany, a na dodatek obibok i złośnica. Jego hulaszczy tryb życia doprowadził go, do częstych ataków migreny i podagry. Słyszano ostatnio na mieście, że jego nieprzemyślane działania, strzelanie magicznymi pociskami, wypełnionymi wywarem z najczystszej miłości, spowodowane są tym, że Amor sam się zakochał!! Nie wiem czy to możliwe, nie wiedzą tego także skrzaty domowe, siedzące na moich stopach i palące długie zakrzywione, drewniane fajki. Czasami późno w nocy, siadam z nimi i w oparach dymu owocowego dyskutujemy o tym. Przepyszne, te małe skrzaty, winko pędzą! W naszych rozważaniach stanęło na tym ,że w pijackim amoku, nierozważny anioł postrzelił sam siebie, chyba nie muszę dodawać, jaką część ciała najczęściej wymieniały skrzaty,z głośnym rechotem. Prawda jest jednak taka, że same skrzaty dziwią się do czego to doszło. Smutki pływające w powietrzy dostrzegają one gołymi oczami, ludzie natomiast odczuwają ich pojawienie się na własnej skórze. A czym są te smutki, pytasz się? Niczym innym jak nieszczęśliwą miłością. Sam dodam, że może i niekoniecznie nieszczęśliwą! Część ludzi, po prostu boi się okazać swoje uczucia, zabierają się do tego, pozwolisz ,że użyję ulubionego powiedzenia skrzatów, nieco sprośnego: "jak byk do krowy"! Chociaż masz rację, co do cholery myśli sobie, ten mały kurdupel, strzelając ze swego łuku gdzie popadnie i plącząc miłosne nici na potęgę. Jak na razie nie wiem, ale obiecuje, że zbadam to, złapie małego złośnika i zaproszę na spytki. Może odpowie na, wiercące mi w głowie, pytania. Teraz za to udaje się na skrzatowską biesiadę, skrzaty już zaczęły pląsać i przygrywać na fujarkach i piszczałkach. Zamroczę się młodym wiśniowym winem i postaram się zapomnieć o wszelakich problemach.

wtorek, stycznia 02, 2007

Come up to meet you, Tell you I’m sorry, You don’t know how lovely you are

I had to find you, Tell you I need you, Tell you I set you apart

Tell me your secrets, And ask me your questions, Aww let’s go back to the start

Runnin’ in circles, [sounds like] Comin’ our tails, Heads on the science apart

Nobody said it was easy
It’s such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Aww take me back to the start

I was just guessin’, At numbers and figures, Pullin’ the puzzles apart

Questions of science, Science and progress, Do not speak as loud as my heart

Tell me you love me, Come back to haunt me, Oh when I rush to the start

Runnin’ in circles, Chasin’ our tails, Comin’ back as we are

Nobody said it was easy
Aww It’s such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be so hard
I’m goin’ back to the start

poniedziałek, stycznia 01, 2007

Pada grad. Tak strasznie huczy, że aż zagłusza muzykę płynącą po pokoju, muzyczne fale wyginają się i niebezpiecznie plączą. Tak wita nas nowy rok, lepszy rok. Musi być lepszy, około dwudziestu osób do tego doszło, a może to alkohol przez nich przemówił? Pocieszam się, że jak powiedział mi ktoś mądry, to czy w tym roku będzie mi się lepiej żyło, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. W świetle rozbłyskujących sztucznych ogni postanowiłem, że będę w tym roku na pewno szczęśliwy. Równo o 24 pomodliłem się, podziękowałem B. za to, że było jak było, nie ważne co dla mnie postanowi: " niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba". Wiem czego chce, jestem tego pewien. Boje się powiedzieć Ci o tym. Wracam, pytam, nie rozumiem. Nie chodzi mi oto, żeby rozpowiedzieć o naszym szczęściu całemu światu, liczysz się ty, liczy się to, że mogę patrzeć w twoje oczy i oglądać jak chodzisz, i jeszcze to, że nie opuszcza mnie zapach twoich włosów. Pobiegnę za szczęściem. Tak strasznie bym chciał.


Sto milionów bakterii, zjada, połyka nas. Na ulicy stoi pani, krzyczy jakiś pan.
Za płotem jedzie pociąg, oczy wpatrzone są.
Czwarta rano uciekam gdzieś, czwarta rano znikam stąd.
Czwarta rano, uciekam stąd.
Ja znikam stąd.