wtorek, stycznia 09, 2007
Narkomani mający godność, nie, wróć. Narkomani kulturalni, powinni brać narkotyki przy herbacie. Po co?- pytasz. Po to, żeby mogli je popić. Żeby nie usiadły im na żołądku. Ale to tylko pobożne życzenie. W końcu miałbym zajęcie, byłbym "głównym parzącym herbatę", podawałbym gorący napój, obserwował cały proces wystrzeliwania się w inną rzeczywistość, a tym, którzy nie mieliby ochoty wracać i leżeliby w wymiocinach i ekskrementach, zabierałbym wszystkie kosztowności. Obserwowałbym wędrówki dusz, duszyczek i duchów, ich mieszanie się i samo zaspakajanie. Onanizacja?- pytasz. Nie, dusze nie potrafią się onanizować. Zaspakajają się przez wdychanie świeżego powietrza, mają dość ludzkich gazów. Ja też zresztą, mam dość patrzenia na twarze starców, którzy przychodzą do mnie, tylko po to, żeby oddać gazy. Ich twarze wykrzywiają się wtedy w niesamowitym grymasie, ból łączy się z niemocą. Nie lubię momentu, w którym zachodzi słońce , chociaż kocham samą noc, kocham to, że mogę siedzieć w moim kącie sam, niezauważony, mogę robić to co potępia kościół, a zarazem mogę być sobą.
poniedziałek, stycznia 08, 2007
Usłyszałem ją w radiu, niesamowite uczucie. Poczułem zapach gór, lata i przyjaźń. A smutek i samotność..... Chce być w górach. Z Wami.
Mamo piszę do Ciebie wiersz,
Może ostatni, na pewno pierwszy.
Jest głęboka, ciemna noc,
Siedzę w łóżku a obok śpi ona
I tak spokojnie oddycha.
Dobiega mnie jakaś muzyka,
Nie to tylko w mej głowie szum.
Siedzę i tonę i tonę we łzach,
Bo jest mi smutno, bo jestem sam.
Dławi mnie strach.
Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
Nie ma Boga nie.
Spokojny jest tylko mój dom,
Gdzie Ty jesteś a mnie tam już nie ma.
Gdzie nie wrócę chyba nigdy,
Mamo bardzo Cię kocham, kocham Cię!
Myślałem, że Ty skrzywdziłaś mnie,
A to ja, to ja skrzywdziłem Ciebie.
Szkoda, że tak późno pojąłem to.
Tak późno to, to zrozumiałem.
Zrozumiałem to.
Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
O nie, nie...
Nie ma Boga, nie ma nie!, nie, nie..
Nie, nie...
Nie ma Boga, nie..
Mamo piszę do Ciebie wiersz,
Może ostatni, na pewno pierwszy.
Jest głęboka, ciemna noc,
Siedzę w łóżku a obok śpi ona
I tak spokojnie oddycha.
Dobiega mnie jakaś muzyka,
Nie to tylko w mej głowie szum.
Siedzę i tonę i tonę we łzach,
Bo jest mi smutno, bo jestem sam.
Dławi mnie strach.
Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
Nie ma Boga nie.
Spokojny jest tylko mój dom,
Gdzie Ty jesteś a mnie tam już nie ma.
Gdzie nie wrócę chyba nigdy,
Mamo bardzo Cię kocham, kocham Cię!
Myślałem, że Ty skrzywdziłaś mnie,
A to ja, to ja skrzywdziłem Ciebie.
Szkoda, że tak późno pojąłem to.
Tak późno to, to zrozumiałem.
Zrozumiałem to.
Samotność to taka straszna trwoga,
Ogarnia mnie, przenika mnie.
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga nie, nie ma nie!
O nie, nie...
Nie ma Boga, nie ma nie!, nie, nie..
Nie, nie...
Nie ma Boga, nie..
czwartek, stycznia 04, 2007
Droga Ewo,
Purykołeć, Kurdypiełek zafądziany, a na dodatek obibok i złośnica. Jego hulaszczy tryb życia doprowadził go, do częstych ataków migreny i podagry. Słyszano ostatnio na mieście, że jego nieprzemyślane działania, strzelanie magicznymi pociskami, wypełnionymi wywarem z najczystszej miłości, spowodowane są tym, że Amor sam się zakochał!! Nie wiem czy to możliwe, nie wiedzą tego także skrzaty domowe, siedzące na moich stopach i palące długie zakrzywione, drewniane fajki. Czasami późno w nocy, siadam z nimi i w oparach dymu owocowego dyskutujemy o tym. Przepyszne, te małe skrzaty, winko pędzą! W naszych rozważaniach stanęło na tym ,że w pijackim amoku, nierozważny anioł postrzelił sam siebie, chyba nie muszę dodawać, jaką część ciała najczęściej wymieniały skrzaty,z głośnym rechotem. Prawda jest jednak taka, że same skrzaty dziwią się do czego to doszło. Smutki pływające w powietrzy dostrzegają one gołymi oczami, ludzie natomiast odczuwają ich pojawienie się na własnej skórze. A czym są te smutki, pytasz się? Niczym innym jak nieszczęśliwą miłością. Sam dodam, że może i niekoniecznie nieszczęśliwą! Część ludzi, po prostu boi się okazać swoje uczucia, zabierają się do tego, pozwolisz ,że użyję ulubionego powiedzenia skrzatów, nieco sprośnego: "jak byk do krowy"! Chociaż masz rację, co do cholery myśli sobie, ten mały kurdupel, strzelając ze swego łuku gdzie popadnie i plącząc miłosne nici na potęgę. Jak na razie nie wiem, ale obiecuje, że zbadam to, złapie małego złośnika i zaproszę na spytki. Może odpowie na, wiercące mi w głowie, pytania. Teraz za to udaje się na skrzatowską biesiadę, skrzaty już zaczęły pląsać i przygrywać na fujarkach i piszczałkach. Zamroczę się młodym wiśniowym winem i postaram się zapomnieć o wszelakich problemach.
Purykołeć, Kurdypiełek zafądziany, a na dodatek obibok i złośnica. Jego hulaszczy tryb życia doprowadził go, do częstych ataków migreny i podagry. Słyszano ostatnio na mieście, że jego nieprzemyślane działania, strzelanie magicznymi pociskami, wypełnionymi wywarem z najczystszej miłości, spowodowane są tym, że Amor sam się zakochał!! Nie wiem czy to możliwe, nie wiedzą tego także skrzaty domowe, siedzące na moich stopach i palące długie zakrzywione, drewniane fajki. Czasami późno w nocy, siadam z nimi i w oparach dymu owocowego dyskutujemy o tym. Przepyszne, te małe skrzaty, winko pędzą! W naszych rozważaniach stanęło na tym ,że w pijackim amoku, nierozważny anioł postrzelił sam siebie, chyba nie muszę dodawać, jaką część ciała najczęściej wymieniały skrzaty,z głośnym rechotem. Prawda jest jednak taka, że same skrzaty dziwią się do czego to doszło. Smutki pływające w powietrzy dostrzegają one gołymi oczami, ludzie natomiast odczuwają ich pojawienie się na własnej skórze. A czym są te smutki, pytasz się? Niczym innym jak nieszczęśliwą miłością. Sam dodam, że może i niekoniecznie nieszczęśliwą! Część ludzi, po prostu boi się okazać swoje uczucia, zabierają się do tego, pozwolisz ,że użyję ulubionego powiedzenia skrzatów, nieco sprośnego: "jak byk do krowy"! Chociaż masz rację, co do cholery myśli sobie, ten mały kurdupel, strzelając ze swego łuku gdzie popadnie i plącząc miłosne nici na potęgę. Jak na razie nie wiem, ale obiecuje, że zbadam to, złapie małego złośnika i zaproszę na spytki. Może odpowie na, wiercące mi w głowie, pytania. Teraz za to udaje się na skrzatowską biesiadę, skrzaty już zaczęły pląsać i przygrywać na fujarkach i piszczałkach. Zamroczę się młodym wiśniowym winem i postaram się zapomnieć o wszelakich problemach.
wtorek, stycznia 02, 2007
Come up to meet you, Tell you I’m sorry, You don’t know how lovely you are
I had to find you, Tell you I need you, Tell you I set you apart
Tell me your secrets, And ask me your questions, Aww let’s go back to the start
Runnin’ in circles, [sounds like] Comin’ our tails, Heads on the science apart
Nobody said it was easy
It’s such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Aww take me back to the start
I was just guessin’, At numbers and figures, Pullin’ the puzzles apart
Questions of science, Science and progress, Do not speak as loud as my heart
Tell me you love me, Come back to haunt me, Oh when I rush to the start
Runnin’ in circles, Chasin’ our tails, Comin’ back as we are
Nobody said it was easy
Aww It’s such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be so hard
I’m goin’ back to the start
I had to find you, Tell you I need you, Tell you I set you apart
Tell me your secrets, And ask me your questions, Aww let’s go back to the start
Runnin’ in circles, [sounds like] Comin’ our tails, Heads on the science apart
Nobody said it was easy
It’s such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be this hard
Aww take me back to the start
I was just guessin’, At numbers and figures, Pullin’ the puzzles apart
Questions of science, Science and progress, Do not speak as loud as my heart
Tell me you love me, Come back to haunt me, Oh when I rush to the start
Runnin’ in circles, Chasin’ our tails, Comin’ back as we are
Nobody said it was easy
Aww It’s such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be so hard
I’m goin’ back to the start
poniedziałek, stycznia 01, 2007
Pada grad. Tak strasznie huczy, że aż zagłusza muzykę płynącą po pokoju, muzyczne fale wyginają się i niebezpiecznie plączą. Tak wita nas nowy rok, lepszy rok. Musi być lepszy, około dwudziestu osób do tego doszło, a może to alkohol przez nich przemówił? Pocieszam się, że jak powiedział mi ktoś mądry, to czy w tym roku będzie mi się lepiej żyło, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. W świetle rozbłyskujących sztucznych ogni postanowiłem, że będę w tym roku na pewno szczęśliwy. Równo o 24 pomodliłem się, podziękowałem B. za to, że było jak było, nie ważne co dla mnie postanowi: " niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba". Wiem czego chce, jestem tego pewien. Boje się powiedzieć Ci o tym. Wracam, pytam, nie rozumiem. Nie chodzi mi oto, żeby rozpowiedzieć o naszym szczęściu całemu światu, liczysz się ty, liczy się to, że mogę patrzeć w twoje oczy i oglądać jak chodzisz, i jeszcze to, że nie opuszcza mnie zapach twoich włosów. Pobiegnę za szczęściem. Tak strasznie bym chciał.
Sto milionów bakterii, zjada, połyka nas. Na ulicy stoi pani, krzyczy jakiś pan.
Za płotem jedzie pociąg, oczy wpatrzone są.
Czwarta rano uciekam gdzieś, czwarta rano znikam stąd.
Czwarta rano, uciekam stąd.
Ja znikam stąd.
Sto milionów bakterii, zjada, połyka nas. Na ulicy stoi pani, krzyczy jakiś pan.
Za płotem jedzie pociąg, oczy wpatrzone są.
Czwarta rano uciekam gdzieś, czwarta rano znikam stąd.
Czwarta rano, uciekam stąd.
Ja znikam stąd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)