czwartek, stycznia 04, 2007

Droga Ewo,
Purykołeć, Kurdypiełek zafądziany, a na dodatek obibok i złośnica. Jego hulaszczy tryb życia doprowadził go, do częstych ataków migreny i podagry. Słyszano ostatnio na mieście, że jego nieprzemyślane działania, strzelanie magicznymi pociskami, wypełnionymi wywarem z najczystszej miłości, spowodowane są tym, że Amor sam się zakochał!! Nie wiem czy to możliwe, nie wiedzą tego także skrzaty domowe, siedzące na moich stopach i palące długie zakrzywione, drewniane fajki. Czasami późno w nocy, siadam z nimi i w oparach dymu owocowego dyskutujemy o tym. Przepyszne, te małe skrzaty, winko pędzą! W naszych rozważaniach stanęło na tym ,że w pijackim amoku, nierozważny anioł postrzelił sam siebie, chyba nie muszę dodawać, jaką część ciała najczęściej wymieniały skrzaty,z głośnym rechotem. Prawda jest jednak taka, że same skrzaty dziwią się do czego to doszło. Smutki pływające w powietrzy dostrzegają one gołymi oczami, ludzie natomiast odczuwają ich pojawienie się na własnej skórze. A czym są te smutki, pytasz się? Niczym innym jak nieszczęśliwą miłością. Sam dodam, że może i niekoniecznie nieszczęśliwą! Część ludzi, po prostu boi się okazać swoje uczucia, zabierają się do tego, pozwolisz ,że użyję ulubionego powiedzenia skrzatów, nieco sprośnego: "jak byk do krowy"! Chociaż masz rację, co do cholery myśli sobie, ten mały kurdupel, strzelając ze swego łuku gdzie popadnie i plącząc miłosne nici na potęgę. Jak na razie nie wiem, ale obiecuje, że zbadam to, złapie małego złośnika i zaproszę na spytki. Może odpowie na, wiercące mi w głowie, pytania. Teraz za to udaje się na skrzatowską biesiadę, skrzaty już zaczęły pląsać i przygrywać na fujarkach i piszczałkach. Zamroczę się młodym wiśniowym winem i postaram się zapomnieć o wszelakich problemach.

Brak komentarzy: