poniedziałek, stycznia 01, 2007

Pada grad. Tak strasznie huczy, że aż zagłusza muzykę płynącą po pokoju, muzyczne fale wyginają się i niebezpiecznie plączą. Tak wita nas nowy rok, lepszy rok. Musi być lepszy, około dwudziestu osób do tego doszło, a może to alkohol przez nich przemówił? Pocieszam się, że jak powiedział mi ktoś mądry, to czy w tym roku będzie mi się lepiej żyło, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. W świetle rozbłyskujących sztucznych ogni postanowiłem, że będę w tym roku na pewno szczęśliwy. Równo o 24 pomodliłem się, podziękowałem B. za to, że było jak było, nie ważne co dla mnie postanowi: " niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba". Wiem czego chce, jestem tego pewien. Boje się powiedzieć Ci o tym. Wracam, pytam, nie rozumiem. Nie chodzi mi oto, żeby rozpowiedzieć o naszym szczęściu całemu światu, liczysz się ty, liczy się to, że mogę patrzeć w twoje oczy i oglądać jak chodzisz, i jeszcze to, że nie opuszcza mnie zapach twoich włosów. Pobiegnę za szczęściem. Tak strasznie bym chciał.


Sto milionów bakterii, zjada, połyka nas. Na ulicy stoi pani, krzyczy jakiś pan.
Za płotem jedzie pociąg, oczy wpatrzone są.
Czwarta rano uciekam gdzieś, czwarta rano znikam stąd.
Czwarta rano, uciekam stąd.
Ja znikam stąd.

Brak komentarzy: