Ważne żeby było jasne, różowe, mocno świeciło, rzucało się w oczy, szkoda, że trzeba zdejmować metki.
Najlepiej wielokolorowe, jak najnowsze, głośno dzwoniące, zastępujące drugiego człowieka.
Jak największe, wzbudzające zazdrość, złowróżbne spojrzenie,czarne, białe w kratkę, w czaszki, na pół twarzy, długie, kręcone.
Ale wyjdź na ulicę o 5 rano, usłysz jak miasto płaczę, nad gównem i pokręceniem, nad pustką i bezsensem. Poczuj wiatr, podetnij sobie żyłę i zobacz czy jeszcze płynie w niej prawdziwa hemoglobina, czy może plasti......
niedziela, stycznia 13, 2008
sobota, stycznia 05, 2008
Czy widziałeś kiedyś twarz staruszka, który sprawdza we wszystko-wiedzącej maszynie lotto swoje kupony? Czy widziałeś kiedyś minę staruszka, który dowiaduje się, że kolejny raz nic nie wygrał?
To jest taka mina....
.....w której widzisz bezpańskiego psa, który umiera z głodu na twoich oczach, dziecko może 4 letnie, które sprzedaje w przejściu podziemnym pluszowe misi, żeby móc kupić sobie potem batona, swoich rodziców, którzy nagle marszczą się, garbią i siwieją.
I chcesz coś zmienić i nawet być inny, ale dochodzisz do tego, że potrafisz tylko o zmianach mówić, nic nie robisz, bo nie masz siły, bo ci się nie chce, bo dobre pomysły masz tylko w głowie, jak zaczynasz coś robić widzisz próchno i pył na rękach. I zaczynasz mieć pretensje do całego świata, krytykujesz wszystko i wszystkich, a tak naprawdę w głębi duszy zazdrościsz. Najłatwiej jest się odwrócić od wszystkich, potracić kontakty, nie odzywać się, żeby stare bolączki się nie odezwały. Albo iść za pędem, podziwiać nowe, plastikowe, świecące, pachnące, grające, kształtne, zamszowe, skórzane, modne, różowe.
A najtrudniej jest stanąć pod prąd, przyznać się do wszystkiego, być szczerym chcieć dobrze, postępować według własnego zdania. Buntownik, sztucznie wyolbrzymione ego, poczucie odrębności. Nie pędź tak przed siebie, zwolnij, spójrz na ludzi dookoła.
Powiedz sobie, że warto, że możesz, że tyle przed tobą.
To jest taka mina....
.....w której widzisz bezpańskiego psa, który umiera z głodu na twoich oczach, dziecko może 4 letnie, które sprzedaje w przejściu podziemnym pluszowe misi, żeby móc kupić sobie potem batona, swoich rodziców, którzy nagle marszczą się, garbią i siwieją.
I chcesz coś zmienić i nawet być inny, ale dochodzisz do tego, że potrafisz tylko o zmianach mówić, nic nie robisz, bo nie masz siły, bo ci się nie chce, bo dobre pomysły masz tylko w głowie, jak zaczynasz coś robić widzisz próchno i pył na rękach. I zaczynasz mieć pretensje do całego świata, krytykujesz wszystko i wszystkich, a tak naprawdę w głębi duszy zazdrościsz. Najłatwiej jest się odwrócić od wszystkich, potracić kontakty, nie odzywać się, żeby stare bolączki się nie odezwały. Albo iść za pędem, podziwiać nowe, plastikowe, świecące, pachnące, grające, kształtne, zamszowe, skórzane, modne, różowe.
A najtrudniej jest stanąć pod prąd, przyznać się do wszystkiego, być szczerym chcieć dobrze, postępować według własnego zdania. Buntownik, sztucznie wyolbrzymione ego, poczucie odrębności. Nie pędź tak przed siebie, zwolnij, spójrz na ludzi dookoła.
Powiedz sobie, że warto, że możesz, że tyle przed tobą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)