środa, listopada 04, 2009

Pierwszy płatek śniegu spadł jej na twarz. Otuliła się ramionami wpatrzona w pobliską latarnię.
Atak się zaczął. Za pierwszym płatkiem poleciały dwa następne, potem cztery, kolejne osiem, szesnaście, setki, tysiące, miliony. Szarość, błotne brązy, czerń asfaltu, żadne kolory nie miały szans w starciu z białą falą.
Osunęła się na kolana, podparła wyciągniętymi rękami. Wokół jej dłoni i kolan szybko powstały mokre koła stopionego śniegu. Dzień dobiega końca, jej życie także.

Nic się nie zmienia.
Może mniej boli.
Nauczyła się uśmiechać sama do siebie.

Możliwość chodzenia tam, gdzie się jej podoba, budziła to dobrze znane z dzieciństwa uczucie łamania praw, za każdym razem, gdy wchodziła do jakiegoś budynku i wynosiła zaopatrzenie, czekała na krzyk: Złodziej! Czekała na szarpanie, w wielkich halach hipermarketów udawała, że mija wózkiem innych ludzi, przy kasach przystawała na chwilę, wyciągała portfel, po czym rozbawiona do łez sytuacją wychodziła.

Najgorsze były noce. Szmery, odgłosy łamania, szurania, te tuż przy uchu i te na zewnątrz. Własne mieszkanie, obce, przerażające. Barykadowała się w pokoju, co bawiło ją tym bardziej. Spodziewała się tłumów, chociaż była sama.

Przecież może jechać do Hiszpanii, za darmo. Do wymarzonego kraju przystojnych mężczyzn i gorących kobiet, kraju byczej krwi, na myśl o ludziach, aż zabrakło jej oddechu ze śmiechu. Czy to szaleństwo? Samochodów ma pod dostatkiem, stacje benzynowe to nie problem, tak samo jedzenie, przynajmniej do czasu. Może gdzie indziej, jest inaczej.

Wytrzymała trzy miesiące. Ośnieżona latarnia, jako ostatnia zobaczyła jej zdeterminowaną minę, ośnieżona latarnia pomogła przywiązać do siebie sznur. Ośnieżona latarnia nie złamała się pod jej ciężarem. Ośnieżona latarnia.

Nikt nie wie, jak do tego doszło.Wszyscy uważają, że opieka była odpowiednia. Prywatna pielęgniarka, leki, wizyty najlepszych lekarzy. Mieli pieniądze, co za tym idzie, mieli możliwości. Nawet sąsiedzi nie zdawali sobie sprawy, że najpogodniejsza osoba w tej części miasta, zapadła na ciężką schizofrenię. Przecież tyle się śmiała, nie mogła być chora. Prowadziła dziennik.

Po prostu uważała się za ostatnią osobę na ziemi.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Zaskoczył mnie twój komentarz na blogu. Cieszę się, że znów piszesz. Już Ci kiedyś mówiłam, że bardzo fajnie to robisz, lubię czytać to co piszesz. :) Akurat w dniu kiedy napisałeś przechodziłam Roosevelta i pomyślałam : Ciekawe co słychać u Wirtuoza muzyki country ;)...a tu proszę wiadomość na blogu.
Można by na jakieś piwo wyskoczyć kiedyś. Pozdrawiam. Eva