Z okazji dzisiejszego święta wypadałoby napisać coś ważnego i górnolotnego. Należałoby powspominać, powymieniać. Uhh. Nic nie przychodzi do głowy, może jedno, czy należy wspominać publicznie, przepychać się od siódmej rano, żeby tylko być pierwszym na cmentarzu, kupić największy, najjaskrawszy znicz, najlepiej taki grający! Czy to ma sens? Czy ma sens wymyślanie sobie specjalnie jednego dnia, na odwiedzanie grobów bliskich? Czy w ciągu roku cmentarze są pozamykane, a znicze i kwiaty nie produkowanie i nie dostarczane? Czy wyścig szczurów dotyczy już też, tak intymnej strony naszego życia, jak przebywanie z naszymi zmarłymi bliźnimi? Każdy musi być pierwszy, każdy uważa, że ma większe prawo do bycia pierwszym, niż pozostali, chociaż, dla osób zainteresowanych, leżących w swoich kwaterach, jest to bez znaczenia.
Magii już nie ma, zniknęła dawno temu. Dawno temu, kiedy wymyślono grające znicze, dawno temu, kiedy obdarto z mistycyzmu i ze znaczenia ten dzień. A jakie jest znaczenie? To możliwość spotkania się z rodziną, wspominków w głębi siebie.
A i na przyszłość. Gdybyście zapomnieli już do końca co się robi 1 listopada, po co w ogóle to chodzenie na cmentarze, pamiętajcie, że to festyn, sposobność do kupienia gofrów i baloników, hot dogów, hamburgerów i grillowanej kiełbasy.
niedziela, listopada 01, 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz