Coś to życie nam się robi nieporadne. Ciągły strach i ból i lęk. I udawać się już nawet nie chce, ale jak to, przyznać się do tego jacy jesteśmy naprawdę?? Ciężki to kawałek chleba, wejść na najwyższy dach w mieście i wykrzyczeć, że wszystkie te Adidasy, Nike'i, te okulary na pół twarzy czarne oprawki, spodnie z krokiem między kolanami, te modne słowa ordynarne i nieczułe, te sytuacje kopania i plucia na twarz, to nie Ja. Ja to mysz uciekająca, pies wierzący i ufający, do serca podchodzę, mam dość uciekania i samotności. Wszystko to kurewstwo, zło wcielone, obłuda.
Chociaż i tak nie przystaniesz i nie wyciągniesz ręki.
Nie ufasz kurwom.
piątek, listopada 27, 2009
środa, listopada 18, 2009
Od dłuższego czasu, kiedy tylko zasnę, zostaje obudzony.
Nie budzi mnie zapalone nagle światło, ani krzyk, ani puszczona nagle głośna muzyka. Nie jestem w wieku, w którym skutecznie ze snu wybudzają szmery i trzaski- monolog domu. Nie budzą mnie obcy ludzie starający się dostać do niego. Nie budzą mnie koszmary, bo czym są złe sny, w porównaniu z koszmarnym życiem? Nie budzi mnie pragnienie, ani głód.
Budzi mnie pukanie w okno. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mój pokój znajdował się na parterze, mieszkam jednak na poddaszu, jedyne okno w moim pokoju znajduje się w dachu.
Pukanie jest delikatne, nie natarczywe, jak walenie do drzwi intruza. Pukanie nie ostrzega przed czymś złym, ono zapowiada wydarzenia, dobre wydarzenia. Kto puka?
Nie wiem czy pisać o tym, nie uwierzysz, na dodatek popłaczesz się ze śmiechu, wyzwiesz mnie od idioty, a w najlepszym razie zaczniesz mnie unikać, jak trędowatego. Puka mała osoba, ludzik, choć mało ludzki, nie zwierzęcy, ani nie wyimaginowany. Pan Pytanie i Pan odpowiedź, Pan Las, Pan Spokój.
Nic nie mówi, patrzy, a jego spojrzenie przyciąga i hipnotyzuje. Siada na parapecie, i jest tym co budzi Dobre. W oczach można dostrzec innych ludzi i ich Przewodników, Panów Pytanie jest bardzo dużo.
To co przedstawia, to stan, którego brakuje nam w życiu, prowadzi nas przez wyimaginowane sytuacje, które mogą się zdarzyć, bądź też nie, wszystko zależy od nas. Naprowadza nas, daje ukojenie, wskazówki, uśmiechy. Daje powód do przeżycia kolejnego dnia. A co chce w zamian? Nic. Jego zapłatą, jest szczęście, nasze wytchnienie.
Chwile, kiedy klęczę przed Panem Odpowiedzią, to najlepszy moment w moim całym dniu. Czasami Śpiewa, ale nie po polsku, czy angielsku, czy w jakimś innym języku. Śpiewa myślami, a śpiew wygładza zadrapania duszy.
Pan Pytanie, przyjdzie dzisiaj do mnie, już na niego czekam. Dokładnie wiem co mi pokaże. Posiedzi ze mną dosyć długo, bo dziury w mojej duszy, nie da się tak łatwo zasklepić.
Nie budzi mnie zapalone nagle światło, ani krzyk, ani puszczona nagle głośna muzyka. Nie jestem w wieku, w którym skutecznie ze snu wybudzają szmery i trzaski- monolog domu. Nie budzą mnie obcy ludzie starający się dostać do niego. Nie budzą mnie koszmary, bo czym są złe sny, w porównaniu z koszmarnym życiem? Nie budzi mnie pragnienie, ani głód.
Budzi mnie pukanie w okno. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mój pokój znajdował się na parterze, mieszkam jednak na poddaszu, jedyne okno w moim pokoju znajduje się w dachu.
Pukanie jest delikatne, nie natarczywe, jak walenie do drzwi intruza. Pukanie nie ostrzega przed czymś złym, ono zapowiada wydarzenia, dobre wydarzenia. Kto puka?
Nie wiem czy pisać o tym, nie uwierzysz, na dodatek popłaczesz się ze śmiechu, wyzwiesz mnie od idioty, a w najlepszym razie zaczniesz mnie unikać, jak trędowatego. Puka mała osoba, ludzik, choć mało ludzki, nie zwierzęcy, ani nie wyimaginowany. Pan Pytanie i Pan odpowiedź, Pan Las, Pan Spokój.
Nic nie mówi, patrzy, a jego spojrzenie przyciąga i hipnotyzuje. Siada na parapecie, i jest tym co budzi Dobre. W oczach można dostrzec innych ludzi i ich Przewodników, Panów Pytanie jest bardzo dużo.
To co przedstawia, to stan, którego brakuje nam w życiu, prowadzi nas przez wyimaginowane sytuacje, które mogą się zdarzyć, bądź też nie, wszystko zależy od nas. Naprowadza nas, daje ukojenie, wskazówki, uśmiechy. Daje powód do przeżycia kolejnego dnia. A co chce w zamian? Nic. Jego zapłatą, jest szczęście, nasze wytchnienie.
Chwile, kiedy klęczę przed Panem Odpowiedzią, to najlepszy moment w moim całym dniu. Czasami Śpiewa, ale nie po polsku, czy angielsku, czy w jakimś innym języku. Śpiewa myślami, a śpiew wygładza zadrapania duszy.
Pan Pytanie, przyjdzie dzisiaj do mnie, już na niego czekam. Dokładnie wiem co mi pokaże. Posiedzi ze mną dosyć długo, bo dziury w mojej duszy, nie da się tak łatwo zasklepić.
czwartek, listopada 05, 2009
środa, listopada 04, 2009
Pierwszy płatek śniegu spadł jej na twarz. Otuliła się ramionami wpatrzona w pobliską latarnię.
Atak się zaczął. Za pierwszym płatkiem poleciały dwa następne, potem cztery, kolejne osiem, szesnaście, setki, tysiące, miliony. Szarość, błotne brązy, czerń asfaltu, żadne kolory nie miały szans w starciu z białą falą.
Osunęła się na kolana, podparła wyciągniętymi rękami. Wokół jej dłoni i kolan szybko powstały mokre koła stopionego śniegu. Dzień dobiega końca, jej życie także.
Nic się nie zmienia.
Może mniej boli.
Nauczyła się uśmiechać sama do siebie.
Możliwość chodzenia tam, gdzie się jej podoba, budziła to dobrze znane z dzieciństwa uczucie łamania praw, za każdym razem, gdy wchodziła do jakiegoś budynku i wynosiła zaopatrzenie, czekała na krzyk: Złodziej! Czekała na szarpanie, w wielkich halach hipermarketów udawała, że mija wózkiem innych ludzi, przy kasach przystawała na chwilę, wyciągała portfel, po czym rozbawiona do łez sytuacją wychodziła.
Najgorsze były noce. Szmery, odgłosy łamania, szurania, te tuż przy uchu i te na zewnątrz. Własne mieszkanie, obce, przerażające. Barykadowała się w pokoju, co bawiło ją tym bardziej. Spodziewała się tłumów, chociaż była sama.
Przecież może jechać do Hiszpanii, za darmo. Do wymarzonego kraju przystojnych mężczyzn i gorących kobiet, kraju byczej krwi, na myśl o ludziach, aż zabrakło jej oddechu ze śmiechu. Czy to szaleństwo? Samochodów ma pod dostatkiem, stacje benzynowe to nie problem, tak samo jedzenie, przynajmniej do czasu. Może gdzie indziej, jest inaczej.
Wytrzymała trzy miesiące. Ośnieżona latarnia, jako ostatnia zobaczyła jej zdeterminowaną minę, ośnieżona latarnia pomogła przywiązać do siebie sznur. Ośnieżona latarnia nie złamała się pod jej ciężarem. Ośnieżona latarnia.
Nikt nie wie, jak do tego doszło.Wszyscy uważają, że opieka była odpowiednia. Prywatna pielęgniarka, leki, wizyty najlepszych lekarzy. Mieli pieniądze, co za tym idzie, mieli możliwości. Nawet sąsiedzi nie zdawali sobie sprawy, że najpogodniejsza osoba w tej części miasta, zapadła na ciężką schizofrenię. Przecież tyle się śmiała, nie mogła być chora. Prowadziła dziennik.
Po prostu uważała się za ostatnią osobę na ziemi.
Atak się zaczął. Za pierwszym płatkiem poleciały dwa następne, potem cztery, kolejne osiem, szesnaście, setki, tysiące, miliony. Szarość, błotne brązy, czerń asfaltu, żadne kolory nie miały szans w starciu z białą falą.
Osunęła się na kolana, podparła wyciągniętymi rękami. Wokół jej dłoni i kolan szybko powstały mokre koła stopionego śniegu. Dzień dobiega końca, jej życie także.
Nic się nie zmienia.
Może mniej boli.
Nauczyła się uśmiechać sama do siebie.
Możliwość chodzenia tam, gdzie się jej podoba, budziła to dobrze znane z dzieciństwa uczucie łamania praw, za każdym razem, gdy wchodziła do jakiegoś budynku i wynosiła zaopatrzenie, czekała na krzyk: Złodziej! Czekała na szarpanie, w wielkich halach hipermarketów udawała, że mija wózkiem innych ludzi, przy kasach przystawała na chwilę, wyciągała portfel, po czym rozbawiona do łez sytuacją wychodziła.
Najgorsze były noce. Szmery, odgłosy łamania, szurania, te tuż przy uchu i te na zewnątrz. Własne mieszkanie, obce, przerażające. Barykadowała się w pokoju, co bawiło ją tym bardziej. Spodziewała się tłumów, chociaż była sama.
Przecież może jechać do Hiszpanii, za darmo. Do wymarzonego kraju przystojnych mężczyzn i gorących kobiet, kraju byczej krwi, na myśl o ludziach, aż zabrakło jej oddechu ze śmiechu. Czy to szaleństwo? Samochodów ma pod dostatkiem, stacje benzynowe to nie problem, tak samo jedzenie, przynajmniej do czasu. Może gdzie indziej, jest inaczej.
Wytrzymała trzy miesiące. Ośnieżona latarnia, jako ostatnia zobaczyła jej zdeterminowaną minę, ośnieżona latarnia pomogła przywiązać do siebie sznur. Ośnieżona latarnia nie złamała się pod jej ciężarem. Ośnieżona latarnia.
Nikt nie wie, jak do tego doszło.Wszyscy uważają, że opieka była odpowiednia. Prywatna pielęgniarka, leki, wizyty najlepszych lekarzy. Mieli pieniądze, co za tym idzie, mieli możliwości. Nawet sąsiedzi nie zdawali sobie sprawy, że najpogodniejsza osoba w tej części miasta, zapadła na ciężką schizofrenię. Przecież tyle się śmiała, nie mogła być chora. Prowadziła dziennik.
Po prostu uważała się za ostatnią osobę na ziemi.
poniedziałek, listopada 02, 2009
I drzewa szepcą to krótkie pozdrowienie, i księżyc światłem przekazuje tę wiadomość.
Zagubiony człowiek błąkający się po ulicy, ale zagubiony tylko dla nas, on sam ma plan i stara się go wykonać, pokazać całemu światu, że to co widzimy codziennie i nie przerwanie, tak naprawdę nie ma sensu. Wstawanie, ubieranie, chodzenie do szkoły, do pracy, powtarzanie tych samych czynności, które mają nam przynieść tych parę papierków i kawałków metalu. Czy nie istnieje coś więcej, coś za tym co widzimy? Istnieje, przynajmniej w mojej głowie. Przeznaczenie, szczypta magii, życie pełne słońca, uśmiechu. Chcę do tego dążyć, ale nie wiem jak. Krążę, pukam, zaglądam, dopraszam się, ale czy sama świadomość wystarczy żeby to osiągnąć? Jakie jest zaklęcie, i jakie potrzebne składniki? Jak można przekazać drugiej osobie, o co tak naprawdę chodzi mi w życiu?
Dobranoc.
Zagubiony człowiek błąkający się po ulicy, ale zagubiony tylko dla nas, on sam ma plan i stara się go wykonać, pokazać całemu światu, że to co widzimy codziennie i nie przerwanie, tak naprawdę nie ma sensu. Wstawanie, ubieranie, chodzenie do szkoły, do pracy, powtarzanie tych samych czynności, które mają nam przynieść tych parę papierków i kawałków metalu. Czy nie istnieje coś więcej, coś za tym co widzimy? Istnieje, przynajmniej w mojej głowie. Przeznaczenie, szczypta magii, życie pełne słońca, uśmiechu. Chcę do tego dążyć, ale nie wiem jak. Krążę, pukam, zaglądam, dopraszam się, ale czy sama świadomość wystarczy żeby to osiągnąć? Jakie jest zaklęcie, i jakie potrzebne składniki? Jak można przekazać drugiej osobie, o co tak naprawdę chodzi mi w życiu?
Dobranoc.
niedziela, listopada 01, 2009
Z okazji dzisiejszego święta wypadałoby napisać coś ważnego i górnolotnego. Należałoby powspominać, powymieniać. Uhh. Nic nie przychodzi do głowy, może jedno, czy należy wspominać publicznie, przepychać się od siódmej rano, żeby tylko być pierwszym na cmentarzu, kupić największy, najjaskrawszy znicz, najlepiej taki grający! Czy to ma sens? Czy ma sens wymyślanie sobie specjalnie jednego dnia, na odwiedzanie grobów bliskich? Czy w ciągu roku cmentarze są pozamykane, a znicze i kwiaty nie produkowanie i nie dostarczane? Czy wyścig szczurów dotyczy już też, tak intymnej strony naszego życia, jak przebywanie z naszymi zmarłymi bliźnimi? Każdy musi być pierwszy, każdy uważa, że ma większe prawo do bycia pierwszym, niż pozostali, chociaż, dla osób zainteresowanych, leżących w swoich kwaterach, jest to bez znaczenia.
Magii już nie ma, zniknęła dawno temu. Dawno temu, kiedy wymyślono grające znicze, dawno temu, kiedy obdarto z mistycyzmu i ze znaczenia ten dzień. A jakie jest znaczenie? To możliwość spotkania się z rodziną, wspominków w głębi siebie.
A i na przyszłość. Gdybyście zapomnieli już do końca co się robi 1 listopada, po co w ogóle to chodzenie na cmentarze, pamiętajcie, że to festyn, sposobność do kupienia gofrów i baloników, hot dogów, hamburgerów i grillowanej kiełbasy.
Magii już nie ma, zniknęła dawno temu. Dawno temu, kiedy wymyślono grające znicze, dawno temu, kiedy obdarto z mistycyzmu i ze znaczenia ten dzień. A jakie jest znaczenie? To możliwość spotkania się z rodziną, wspominków w głębi siebie.
A i na przyszłość. Gdybyście zapomnieli już do końca co się robi 1 listopada, po co w ogóle to chodzenie na cmentarze, pamiętajcie, że to festyn, sposobność do kupienia gofrów i baloników, hot dogów, hamburgerów i grillowanej kiełbasy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)