niedziela, stycznia 17, 2010

Oto historia człowieka, który chciał zbawić świat, miał nawet gotowy plan, ale na początku wędrówki przewrócił się i złamał nogę.
Oto historia, która zaczyna się gdzieś w środku, tam gdzie początek przechodzi w koniec.
Oto historia człowieka, który był, nie można powiedzieć o nim nic innego, że tylko był.
Oto historia człowieka, który w przypływie zmian postanowił wyjechać, postanowił odwiedzić nie zamieszkane przez ludzi górzyste tereny. Na początku swej drogi, pierwsze co zrobił, to zdeptał, zniszczył, zmiażdżył swój nowy bezklawiszowy telefon mini-komórkowy, przez okno wyrzucił komputer, telewizor spalił.
Kolejnym krokiem było wysłanie do przyjaciół i rodziny listów, w których wyjawił swe zamiary i w których żegnał się, nie określając terminu swego powrotu. Powyrzucał wszystkie rzeczy przeciwdeszczowe, powyrzucał rzeczy ciepłe i wygodne. Jedyne na co sobie pozwolił to namiot z przeceny, który zakupił w popularnym markecie, który od tej chwili miał być jego domem. Zapasów jedzenia nie zrobił, wychodząc z założenia, że od tej pory żywić go będzie górska polana i górski las. Swój mały bagaż zmieścił w dwóch torbach materiałowych, wysoce ekologicznych, zamknął swoje mieszkanie na cztery zamki i zbiegł szybko po schodach.
Nie śpieszył się na żaden autobus, czy pociąg, jako osoba wyzwolona, do miejsca przeznaczenia miał dotrzeć przy użyciu własnych nóg, najbardziej ekologicznego środka transportu.
Przechodząc przez pasy, tuz koło jego domu potrąciło i zabiło go auto.

Słowo na niedzielę:

Każdy może przedstawiać swój punkt widzenia, ale sztuką jest mieć na tyle odwagi, żeby nie robić tego anonimowo. Pewnie, że można robić ludziom na złość, wychwalając pod nosem swoją zajebistość, ale jest to zwykłe skurwysyństwo. Działanie idioty.

Brak komentarzy: