To co jest nam dane, przyjmujemy, akceptujemy, bez zastanowienia skąd to pochodzi, bez refleksji, bez podziękowania. Łapiemy i szybko uciekamy , chowając zdobytą rzecz za pazuchą. Nie daj Boże, żeby po drodze ktoś próbował nam wydrzeć, to co nasze, zazwyczaj taka próba kończy się zaciskaniem zębów na szyi przeciwnika.
Przechodzimy przez życie po cichu, wyznaczonym i dobrze przetartym już szlakiem. A co z miejscami, które moglibyśmy odwiedzić, co z ludźmi, których jeszcze nie spotkaliśmy, co z nie wypitym przez nas jeszcze alkoholem, z nie usłyszaną muzyką, która gdzieś tam rozbrzmiewa porywając innych ludzi do tańca, do miłości, do realizacji planów. Właśnie, innych ludzi, nie nas.
Jak porzucić zobowiązania, jak przestawić się na myślenie poszerzone. Przecież życie to nie tylko wstawanie rano, praca , uczelnia, praca, i weekend poświęcony upijaniu się. Jest tyle rzeczy do zrobienia, i nie potrzeba na to wielkich środków pieniężnych, potrzeba tylko chęci.
A ja? Ja potrzebuję silnej dłoni, która mnie złapie za kark i wyciągnie z marazmu. Dalej będę wiedział co zrobić.
Przestane myśleć o przyszłości, zakładać i planować. Zgubię konwenanse.
sobota, marca 06, 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz