Zmieniam się w kulkę. W kulkę antymaterii. Jestem, a jednak mnie nie ma. Jak coś myślę, słyszą to wszyscy dookoła. Jak coś mówię, słyszę to tylko ja w mojej głowie. Nie mam zamiaru porażać jakimiś przemyśleniami zbierającymi się w mojej głowie. Miałem zamiar zniknąć. Całe moje dorosłe życie, budowane od niedawna, runęło w gruzach. Zmieniło się wszystko i nadal się zmienia, na strasznie wielką niekorzyść, ale nie mam na to już żadnego wpływu, mogę tylko stać z boku i patrzeć. Patrzeć, jak wszystko w co wierzyłem i ufałem powoli obraca się w pył. Nie istnieje szacunek do drugiego człowieka, nie istnieje zaufanie, to co sądzimy, że jest trwałe, upada najszybciej. Nie ma takiej jednostki jak rodzina, to wszystko to pic na wodę. Nie ma szans dorobić się czegoś swojego, bo nie istniejemy jak o ludzi, jesteśmy numerami, które trzeba wyruchać ze wszystkiego.
Niszczyć i kopać, potem splunąć w twarz.
Dopiero pisząc to, przychodzi mi do głowy, do jak głębokiej studni wpadłem. Nie wiem czy wyjdę z niej kiedykolwiek. Jeżeli tak, na pewno, jako zupełnie inny człowiek.
I drzemie we mnie potrzeba wygadania się komuś, ale nie ma komu, bo przyjaźń nie istnieje. Jest tylko i wyłącznie potrzeba załatwiania swoich spraw. Uważamy się za najważniejszych, może faktycznie życie jest zbyt krótkie, żeby spoglądać na innych.
Miłość? Istnieje, ale przez ile? Dwa, cztery, dziesięć, dwadzieścia lat? A potem co? Zdrada i kłamstwo? Kłamstwo i zdrada? Kłamstwo=zdrada?
Czuje się oszukany, przez osoby mi najbliższe, jak i przez tych, których uważałem za przyjaciół.
Żyję jakby nic się nie stało, bo co innego mam robić? Złościć się, walczyć? Zrobiłem co mogłem zrobić.
Gdybym chciał cały czas roztrząsać wypadki z ostatniego miesiąca, musiałbym podciąć sobie żyły, albo łyknąć garść kolorowych snów.
Dlatego odradzam się w swoim wszechświecie. Na razie jestem tylko ja.
Mam pomysł na życie, a to najważniejsze.
sobota, maja 15, 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz