Oglądam scenę polityczną, albo pseudo polityczną i zamieram.
Nie wierzę w to co się dzieje.
Nie chcę rzucać nazwiskami i inwektywami, bo to nie o to chodzi. Ale nie wiem, co się dzieję z tym krajem.
Patrzę na bandę schizofreników, którzy płaczą i śpiewają przy dwóch zbitych deskach i nie wierzę.
Patrzę na grono polityków, popierających wyżej wymienionych ludzi, i również nie wierzę.
Patrzę na zjawiska przyrodnicze, które sprawiają, że moja spokojna ulica przeradza się w rwący potok i ... nie wierzę.
Co się dzieję?
Mam ochotę wyjechać. Zostawić wszystko za sobą i rozpocząć zupełnie nowe życie, gdzie byłbym doceniony, choćby za te lata nauki w szkole wyższej. W Polsce po tym czasie mogę co najwyżej zmywać naczynia, albo podłogi.
Chcę być kimś. Bez znajomości, bez łapówek, bez włażenia w dupę.
Ucieczka do Hiszpanii, Portugalii, albo jeszcze dalej. To mi się marzy.
niedziela, sierpnia 08, 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz