wtorek, grudnia 28, 2010

Święta to festiwal. Niestety, ale obłudy. Nie wiem, czy to polityka molochów handlowych, czy głupota ludzi, ale święta zostały zdominowane przez zakupy. Tylko to się liczy, więcej, drożej, zakupy, zakupy, zakupy. A więc proszę nie zadawać sobie więcej pytań: gdzie podziała się ta atmosfera? Nie ma jej i już nie wróci. Ważne, żeby jak najszybciej po świętach, nawet już drugiego ich dnia, wyjść z domu i wydawać, wydawać!! Chuj z rodziną, chuj ze świątecznymi potrawami. Pizza, hamburgery, wołowina, wieprzowina, gówno w bułce za 3 zł. To jest pyszne.


Z drugiej strony, Polacy uzurpują sobie miejsce wielkiego narodu w Europie. Uważają się za naród wybrany. Niestety nasza mentalność jest straszna. Żyjemy cały czas w chorym zakłamaniu, chorobie psychicznej. W jebanym Tesco furorę robią półkilowe paczki cukierków. Dlaczego??? Ponieważ kosztują 2 zł. Jakby kosztowały 3.99, to nikt by ich nie kupił, bo to zdzierstwo i oszustwo w biały dzień. Nasza mentalność jest taka, że najlepiej jak na stole stoi słoik kompotu i wielka micha grochówki i pół litra spirytusu, to dopiero jest fest zabawa. Do tego przytupaja ze skocznym rytmem, jakieś "Majteczki w kropeczki". Takie były święta, taki będzie sylwester i przyszłe lata. Nic się nie zmieni. Całe wrzucanie na elitę polityczną, że to kłamcy i złodzieje jest bezsensu. Cały nasz naród jest taki. Nie dziwi mnie fakt, że według najnowszych badań, Ukrainki, które pracują w Polsce, jako pomoc domowa nie narzekają na zarobki, ani warunki pracy. Chcą tylko trochę więcej szacunku. A tego Polacy nie mają. Mają za to w sobie tony chamstwa, zakłamania i buractwa, wieśniactwo, kuwa w najgorszym wydaniu. Każdy za plecami chowa nóż rzeźnicki i patrzy komu go wsadzić w plecy. Jesteśmy kiblem Europy, i tak pozostanie jeszcze długi czas.

piątek, grudnia 10, 2010

Chciałbym serdecznie podziękować za pytania, na które nie znam odpowiedzi. Przez środek mojej głowy musi przebiegać świetlista autostrada, z której bardzo chętnie i często korzysta stwórca. Jest to światłowód przekazujący w eter tysiące pytań. Pytań innych ludzi. Kim jestem, co tu robię, dlaczego, po co, jak długo, gdzie, kiedy? Dziękuję. Ja sam nie wiem połowy rzeczy o sobie, nie dorosłem, nie dojrzałem do rozwiązywania cudzych problemów. I co sądzę? Mianowicie to, że nie było, nie ma i nie będzie na świcie człowieka, który do tego dojrzeje. Jesteśmy samolubnymi bytami, które przede wszystkim dążą do zaspokajania swoich potrzeb, duchowych i tych prymitywnych. Kolejna moja myśl: czy to przewrotność losu, że potrzeby duchowe, nie są tak pociągające jak potrzeby prymitywne (kopulacja, głód?). Jak mamy zastanawiać się nad absolutem, kiedy co chwila burczy nam w brzuchu, jajniki produkują dziwne jajeczka, a plemniki wszędobylskie głowo-wici?