Samodzielne zagłębianie istoty jestestwa. Pokonywanie wzgórków samodzielności, akceptowanie bytności innych, ich odmiennych pragnień i chęci. Zmazywanie złych postępowań, proszenie absolutu. Kłębienie się w dymie codzienności. Proszenie o więcej zachwytów. Chęć przeżycia tej jednej chwili, która odmieni nasze życie. Powolne zatracanie rzeczywistości w chwili obecnej. Bezwstydnej rozkoszy, orgazmu ciała. Mylenie dróg i ich odnajdywanie. Proszenie.
Światło wpadało przez okno. Ciepłe światło, dobrego lata. Lata głaszczącego głowę złotym słońcem, wiatrem zielonym i śpiewem skowronków. W świetle pyłki kurzu. Cisza szumiąca w uszach. Szumiąca jak alkohol w żyłach. Smugi padające na dębowy stół. Okno drewniane, pachnące przeszłością, rozgrzane pieszczotą lipcowego dnia. Spokój przechodzący przez umysł i ciało. Prosta egzystencja, otrzymasz tyle ile dasz od siebie. Półki trzymające się w cieniu, a na półkach rzeczy dotykane wiele razy przez osoby tak ukochane. Dziadkowie. Ból, że odeszli, że nie powiedzieliśmy tylu rzeczy. Najprostsze gesty. Podłoga drewniana, zamiatana często, myta mokrą szmatą. Prostota. Na zewnątrz muskani ciepłym wiatrem przy stole, przyjaciele. Osoby czekające na ciebie, akceptujące. W głowie Ci, którzy odeszli, choć są tak blisko. Ci do których chcesz się odezwać, za którymi tęsknisz.
Czekam! Obiecuję poprawę.
sobota, luty 19, 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz