wtorek, maja 08, 2012

Zdziwienie. Nie zaskoczenie, nie zawiedzenie, bo czym tu się zawodzić. Po prostu zdziwienie. Chociaż dzieje się tak już od dawna, od kilku lat, cały czas budzi to we mnie bezgraniczne zdziwienie. Czytelnictwo w Polsce umiera. Nie czytają dzieci w szkołach, bo jest internet, a w sieci opracowania i wypracowania. Nie czytają dorośli, bo bieganina, dużo pracy, a mało czasu, bo wieczorem w tv amerykańska papka filmowa, która tak bez oporów wchodzi do głowy. Czytają emeryci, czytają nieliczni młodzi. Kropla w morzu.
Dlaczego? Z lenistwa. Bo łatwiej przeczytać 20 stron bryka, gdzie wszystko jest podane jak na tacy, niż przeczytać oryginał, który może mieć 300-400 stron (taką ilość w ciągu życia mało kto pokonuje!). Książka nie pokona migającego, dzwoniącego, wyświetlającego, wibrującego cosia, od którego dzieci w wieku 10 lat mają już zepsuty wzrok, a trochę starsze reumatycznie powyginane palce. Książka przegrywa w nas samych. Łatwiej jest włączyć dziecku telewizor, niż z tym dzieckiem posiedzieć parę chwil i poczytać mu. Książka przegrywa, ale może to i lepiej dla tych czytających. Wydawnictwa stają na głowie, by zainteresować tych co czytają swoimi produktami. Czytający mogą za małą cenę uzyskać dużo.

Komputer wygrywa. Kiedy jednak elektrownia odłączy na chwilę prąd, albo zajadła burza zamknie nas w domach, nawet najoporniejsi wezmą do rąk zapomnianą książkę. 

niedziela, maja 06, 2012

Świat zmienia się z każdym dniem. Stwierdzenie nieświeże i oklepane, godne emeryta pierdzącego w stołek. Zgadzam się. Wydaje mi się jednak, że trzeba raz na jakiś czas znaleźć chwilę żeby zastanowić się w jakim kierunku idą te zmiany. Moim zdaniem idą w kierunku śmierci, zniszczenia, brudu, syfu i 1000 kutasów. Mam dość. Mam dość ścierających się nad moja głową frontów politycznych. Mam dość podejmowania codziennej próby godnego życia. Bo to co my młodzi szumnie nazywamy "naszym życiem" jest tylko marną namiastką. Nie chcę narzekać i staram się tego nie robić, nie mam jak to określają publicyści i wielkie mądre głowy, tak jak każdy absolwent studiów wyższych, postawy roszczeniowej. Chcę żyć godnie. Pracuję na siebie sam, nie pobieram żadnych zapomóg, ani innych zasiłków. Dlatego mam prawo wymagać od Państwa, aby za moje pieniądze ( podatki) zagwarantowało mi to owo godne życie. Podejmując jakiś czas temu pierwszą poważną pracę, na pełen etat, nie wypaliłem na wstępie, że chcę zarabiać 4 tysiące na rękę, służbowy samochód, laptop, telefon i darmowe ubezpieczenie. Nie, zadowalam się wypłatą znacznie poniżej średniej krajowej ( z innej beczki, skąd oni biorą te wyliczenia o średniej krajowej, kto je tak zawyża??)! Tylko, w momencie, gdy zachodzi potrzeba abym skorzystał z państwowej służby medycznej, nagle się okazuje się, że na tym odcinku, jak ważnym dla każdego człowieka, nasze Państwo kuleje. Okazuje się to po wizycie w każdym lepszym urzędzie. I mogę się nie przejmować tym co dzieje się w Warszawce na Wiejskiej. Mogę nie oglądać tv. Jakiejkolwiek publicznej, czy prywatnej ( ukłon w stronę TVN, nowej gadzinówki, tuby propagandowej PO). Mogę mieć głęboko w dupie oszołomów z PIS-u. Mogę się śmiać z rachitycznych podskoków Palikota, który nie znacząc nic, chce być dla Polski drogowskazem. Z tym, że te pojeby mają realny wpływ na moje życie. Na to moje ciche, ukryte między książkami i płytami życie, które chcę wieść z ukochaną osobą, realizując swoje marzenia i ambicje. Tylko tak siedząc w domu, muszę być cały czas przygotowany na to, że wejdą do niego brunatni sprawdzając czy nie jestem obrzezany, za nimi wejdą czarni sprawdzając czy w mieszkaniu jest krzyż i czy jest on dostatecznie wyeksponowany. Za nimi wejdą czarni pomazańcy sprawdzając czy stoję po prawidłowej stronie. Na końcu wejdzie nasza obecna władza, której nie będę mógł spojrzeć w twarz, bo nie mam czterech par oczu, by w tak różne, nieszczere twarze patrzeć. I tak dalej. Świat się zmienia, Polska tak jak to ma w zwyczaju stoi w miejscu. Kończąc ten wywód słowami pana Lisa: Co z tą Polską? Nic i w tym rzecz. Co z tego, że czeka nas Euro, które przyjdzie i pójdzie zostanie tylko syf i problem utrzymania stadionów. My młodzi możemy się oszukiwać cały czas, że władza sobie i my sobie, że urzędasów pierdolimy i, że nam nie po drodze. Tak jednak nie jest, prędzej czy później nasze drogi się schodzą, ze szkodą dla nas. Polska nie jest wielkości Australii. 


Dziękuję. Manifest pokraczny, jak osoba autora.