Zdziwienie. Nie zaskoczenie, nie zawiedzenie, bo czym tu się zawodzić. Po prostu zdziwienie. Chociaż dzieje się tak już od dawna, od kilku lat, cały czas budzi to we mnie bezgraniczne zdziwienie. Czytelnictwo w Polsce umiera. Nie czytają dzieci w szkołach, bo jest internet, a w sieci opracowania i wypracowania. Nie czytają dorośli, bo bieganina, dużo pracy, a mało czasu, bo wieczorem w tv amerykańska papka filmowa, która tak bez oporów wchodzi do głowy. Czytają emeryci, czytają nieliczni młodzi. Kropla w morzu.
Dlaczego? Z lenistwa. Bo łatwiej przeczytać 20 stron bryka, gdzie wszystko jest podane jak na tacy, niż przeczytać oryginał, który może mieć 300-400 stron (taką ilość w ciągu życia mało kto pokonuje!). Książka nie pokona migającego, dzwoniącego, wyświetlającego, wibrującego cosia, od którego dzieci w wieku 10 lat mają już zepsuty wzrok, a trochę starsze reumatycznie powyginane palce. Książka przegrywa w nas samych. Łatwiej jest włączyć dziecku telewizor, niż z tym dzieckiem posiedzieć parę chwil i poczytać mu. Książka przegrywa, ale może to i lepiej dla tych czytających. Wydawnictwa stają na głowie, by zainteresować tych co czytają swoimi produktami. Czytający mogą za małą cenę uzyskać dużo.
Komputer wygrywa. Kiedy jednak elektrownia odłączy na chwilę prąd, albo zajadła burza zamknie nas w domach, nawet najoporniejsi wezmą do rąk zapomnianą książkę.
wtorek, maja 08, 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz